Seleccionar página
Pisanewsewilli

Wrzesień był dla mnie bardzo udany…zwłaszcza kulinarnie!

Przejrzałam właśnie zdjęcia, które opublikowałam we wrześniu na moim profilu na Instagramie i zdałam sobie sprawę, że z zewnątrz może wyglądać, jakbym przez ten miesiąc nie robiła nic innego, jak…jadła. Fakt, wrzesień był bardzo “gastronomicznym” miesiącem. Spróbowałam nowych smaków; ze względu na wizytę kilku gości z Polski było troszkę więcej okazji do gotowania i ucztowania. Minusem “smakowania” Andaluzji jest fakt, że muszę się strasznie pilnować, żeby nie przytyć, choć na szczęście aktywność fizyczna potrafi być równie przyjemna, co biesiadowanie. 

Podsumowanie miesiąca wg Instagramu zacznę od wizyty w Jerez de la Frontera i Kadyksie.

1. Wizyta w “stolicy” sherry

Początek września spędziłam w towarzystwie Agnieszki z facebookowej stronki Serce z Malagi”Pierwszym przystankiem był Jerez de la Frontera. Na miejscu spotkałyśmy się z mieszkającą tam od jakiegoś czasu Kingą. To właśnie ona zabrała nas na pyszne sherry i …ogon byka!

Ogon z byka

Był sobie…byk

To był mój “drugi raz”, jeżeli chodzi o ogon byka. Psychika nie pozwalała mi do tej pory cieszyć się jego smakiem częściej. Tym razem dałam się przekonać Kindze i spróbowałam. Mięso było kruche, wyraziste i bardzo sycące. Tak, tak moi drodzy, teraz już mogę napisać to publicznie: kocham jeść ogon byka, ¡olé!

2. Spacerkiem po Kadyksie

We wrześniu spędziłam z Agą również kilka dni w Kadyksie. W tym mieście niewiele potrzeba mi do szczęścia – wystarczą długie spacery brzegiem Atlantyku i…smażone rybki zjedzone na plaży. O naszym odkrywaniu miasta napiszę nieco więcej już niedługo.

Kadyks w Andaluzji

A w tle Atlantyk…

3. “Turban” na talerzu

Ci, którzy czytają mojego bloga od dawna pewnie już wiedzą, że moim ulubionym posiłkiem dnia jest śniadanie. Mogę darować sobie obiad, zapomnieć o kolacji, ale bez dobrego śniadania mój dzień nigdy nie jest udany.

Ensaimada z Majorki

Ensaimada czyli przysmak rodem z Majorki

W Kadyksie miałam troszkę więcej czasu niż w Sewilli. Była więc okazja, by pocelebrować ten poranny posiłek.

Typowe andaluzyjskie śniadanie składa się z chrupiących grzanek polanych oliwą. Strasznie się ucieszyłam jednak, gdy w jednej z cukiernii w Kadyksie podawali świeżo upieczone ensaimady. To taki słodki przysmak rodem z Majorki, który wg jednej z legend swoim kształtem przypominać ma turbany Maurów, którzy zajmowali niegdyś Baleary.

4. Sewilla, Sewilla…

Plac Hiszpański w Sewilli

Na Placu Hiszpańskim w Sewilli

Dawno już tyle nie spacerowałam po Sewilli, co we wrześniu. Odwiedziła mnie Agnieszka, potem dobrzy znajomi z Torunia, więc troszkę razem pochodziliśmy po starym mieście.

Oprowadziłam też kilka grup turystów. I wiecie co? Latem narzekałam na to miasto (wiecie, przy 45C w cieniu byłam skłonna się spakować i opuścić raz na zawsze ZBYT słoneczną Andaluzję), ale wraz z nadejściem jesieni znów uśmiechałam się na widok kolorowych płytek zdobiących Plac Hiszpański, czy smukłej sylwetki Giraldy.

5. Mule i “dolce far niente”

Jak tylko będę kiedyś wspominać na blogu, czy na Facebooku, że “byłam u Marysi”, to znaczy, że…

1. jadłam, jadłam, jadłam

2. poza jedzeniem nic innego nie robiłam

No dobrze. Już wyjaśniam o co chodzi.

Mule

Mule, oliwki i migdały

Marysia mieszka chyba w najpiękniejszym miejscu w całej Sewilli. Z jej tarasu rozpościera się widok na ogromne patio pełne egzotycznych roślin, fontannę i różne gliniane ozdoby. Poza tym gotuje jak Master Chef. Tym razem przygotowała dla mnie i całej mojej polskiej ekipy mule i grillowane sardynki.

Po jedzeniu praktykowaliśmy włoski wynalazek zwany “dolce far niente” (czyli “słodkie nieróbstwo”)- przez długie godziny siedzieliśmy na tarasie, rozmawialiśmy, słuchaliśmy muzyki i słodko nic innego nie robiliśmy.

Ja myślę, że sąsiedzi mają powoli dość naszych spotkań, bo zawsze puszczamy tą samą (przyznaję, nieco smętną) muzykę. Naszym gastronomicznym spotkaniom zawsze towarzyszy Yasmin Levy – izraelska piosenkarka wykonujca muzykę sefardyjską, inspirowaną flamenco. Ech…

6. Szlakiem barów tapas

Wątku gastronomicznego ciąg dalszy. Pewnego niedzielnego wieczoru przyszło nam poprowadzić z Marysią grupę Francuzów szlakiem barów tapas. Jedliśmy, piliśmy, rozmawialiśmy, znów jedliśmy. Odwiedzaliśmy typowe andaluzyjskie knajpeczki, gdzie nad głowami zwisały świńskie kopytka i głowy byków.

Bar tapas w Sewilli

Tradycyjny bar tapas w Sewilli

Jeszcze niedawno nie wiedziałam, jak mogłaby wyglądać “praca idealna”. Teraz już wiem.

7. A tymczasem w Toruniu…

…pojawił się w “Nowościach” wywiad ze mną. Opowiedziałam o moich początkach w Hiszpanii i planach na najbliższy czas. Powspominałam czasy, gdy mieszkałam na Costa Brava, ponarzekałam na hiszpański kryzys.

Jeden egzemplarz kupiła “ku pamięci” moja mama jadąca akurat przez Toruń z Warszawy do Bydgoszczy. W autobusie zorientowała się, że go…zgubiła. Wysiadła więc na pierwszym (jeszcze toruńskim) przystanku i poszła kupić kolejny egzemplarz. Potem musiała poczekać kolejną godzinę, aż przyjedzie następny PKS. Mamo: wow!

Anna Marchlik

Wywiad w toruńskich “Nowościach”

8. Wysepka Pietruszka

Pod koniec miesiąca lunął deszcz. Po czterech miesiącach suszy zaczęło lać. Bardzo się z tego powodu ucieszyłam, choć jak na złość wyszłam wówczas na spotkanie i nie miałam parasola.

W centrum miasta czekała już na mnie poznana dzięki blogowi Gosia z mężem. Przyjechali do Andaluzji z Krakowa w ramach podróży poślubnej. Pogoda była “barowa”, więc i po barach tapas pochodziliśmy.

Tapas w Sewilli

Tapas z historią

Jednym z “przystanków” była moja ulubiona Tawerna “El Peregil”. Jest to miejsce, w którym serwują najlepsze wino z pomarańczy w mieście i tapas ze zdjęcia, które symbolizuje… spór Hiszpanii i Maroka o pewną małą wysepkę…Bo w Sewilli nawet przekąski mają swoje historie i legendy…