Moja roczna podróż dookoła Hiszpanii nabiera tempa. Jeszcze miesąc temu odkrywałam uroki bodaj najmniej odwiedzanego regionu Hiszpanii – Estremadury, a dziś już pakuję się do… No właśnie. Następna podróż miała przybliżyć mi słoneczne wybrzeże Walecji, ale Ryanair zadecydował za mnie i będzie raczej śnieżnie i stromo. Znalazłam bowiem połączenie lotnicze z Sewilli do Saragossy za -uwaga, uwaga – szesnaście złotych i grzechem by było nie skorzystać z takiej promocji.
Takim oto sposobem, w przyszłym tygodniu wybieram się w północno – wschodnią część Hiszpanii, do Aragonii (zobacz na mapie, gdzie to jest), gdzie m.in. znajduje się najwyższa część hiszpańskich Pirenejów.
Co chcę zobaczyć lub co mnie najbardziej zaciekawiło podczas przygotowań do podróży?  Sami zobaczcie.

1. Tam, gdzie dzieją się cuda – Saragossa, bazylika Matki Bożej na Kolumnie

To największa barokowa świątynia w Hiszpanii. I dzieją się tu raz na jakiś czas cuda. Pierwszy z nich miał się wydarzyć prawie dwa tysiące lat temu.
Przebywającemu tutaj apostołowi Jakubowi miała się ukazać żyjąca w Jerozolimie Matka Boska. Mówimy więc tutaj o bilokacji i o pierwszym na świecie maryjnym objawieniu.
Kolejne dość niesłychane wydarzenie miało miejsce podczas wojny domowej w Hiszpanii w 1936 r. Na bazylikę zrzucono kilka bomb. I co? I prawie nic. Do teraz widać co prawda popękane mury i dziurę w sklepieniu, ale dzięki temu że bomby nie eksplodowały, obyło się bez większych strat. Zobaczyć też można dwa „niewybuchy” zatknięte w ogromny filar.
2. Powrót do czekoladowych korzeni – Monasterio de Piedra
Gdy nie było jeszcze fabryk Milki i Wedla, najsłodszymi miejscami w Europie były…klasztory. Z każdą kolejną podróżą jestem tego coraz bardziej pewna. Niemal w każdnym z nich – tutaj w Hiszpanii – do dziś można kupić wypieki domowej roboty, które smakują jak świeżo zdjęte z blachy u naszej babci. No, ale wracajmy do czekolady.
Pierwsza tabliczka czekolady powstała w kuchennym zaciszu klasztoru Monasterio de Piedra na zachodzie Aragonii. Wszystko dzięki jednemu z mnichów, który podróżował w XVI w. do Ameryki Łacińskiej z Krzysztofem Kolumbem. Tam odkrył, że ziarna kakaowca traktowane są jak najcenniejszy skarby i że na ich podstawie można przygotować prawdziwe rarytasy. Ziarna i przepis przesłał potajemnie do klasztoru i tam narodziła się pierwsza europejska czekolada.
3. Rdzawe miasto – Albarracín
Dużo sobie obiecuję po maleńkiej miejscowości Albarracín na południu regionu. Wyobraźcie sobie, że leży na ponad 1000 m n.p.m. i niemal z wszystkich stron otoczona jest wijącą się rzeką. W pewnym sensie leży więc na górzystym „półwyspie”. Zobacz to na google maps.
Domy zbudowane są z drewna i czerwonego gipsu, dzięki czemu miasteczko ma charakterystyczny, rdzawy kolor. Urzekło mnie to, że ściany i balkony domów są strasznie nieregularne – wszak trzeba się jakoś dostosowac do górzystego terenu. W 2005 roku zostało uznane za najpiękniejsze miasto Hiszpanii, w związku z tym wkleję jeszcze kilka zdjęć z tego miejsca.
4. T jak Teruel – czyli M jak Miasto Miłości
Legenda, którą żyje całe Teruel z pewnością natchnęła niejednego twórcę telenoweli. Był XIII wiek. Ona kocha jego. On kocha ją. Ale on jest biedny, więc rodzina jej jego nie chce. On wybywa na wojnę, by zdobyć majątek, ale gdy wraca bogaty okazuje się, że spóźnił się o jeden dzień. Ona jest już po ślubie z innym. Zrozpaczony prosi o ostatni pocałunek, ona odmawia, a on umiera. Nad trumną, ona chce dać  mu spóźniony pocałunek. Całując, umiera w objęciach niedoszłego kochanka. Koniec historii.
W Teruel powstało nawet Mauzoleum Kochanków, gdzie podobno trzeba przybyć z ukochanym / ukochaną, by zapewnić sobie szczęście w małżeństwie. Nawet obecny król Hiszpanii zabrał tu w rocznicę ślubu królową Sofię, więc może jednak coś w tym jest?
5. Różowe Los Mallos
Zbliżamy się już na północ Aragonii. Do najwyższych szczytów Pirenejów już bardzo blisko.
Nim tam dojadę, będę chciała zobaczyc takie oto bajowe krajobrazy jak te ze zdjęcia. Miejsce idealne dla wspinaczy, ja zadowolę się sesją zdjęciową.
Zaintrygowały mnie różowe turnie gór Mallos, które – jak gdzieś przeczytałam – przypominają głowy cukru.
6. Park narodowy Ordesa i Zgubiona Góra – Pireneje
Malownicze doliny, urokliwe wąwozy, lodowcowe jezioro i szczyt Monte Perdido (Zgubiona Góra) wysokie na 3335 m. n.p.m – to Park Narodowy Ordesa w pigułce. Mam nadzieję zobaczyć choć skrawek tego górskiego raju:)
I tak kończy się moja lista aragońskich ciekawostek spisana przed ich poznaniem. Znacie jakieś miejsce w Aragonii, które TRZEBA zobaczyć, a nie piszą o tym przewodniki?

źródło fot 1.

Spodobał Ci się wpis? Podziel się!

Komentuj albo Wyślij RSS feed.

22 Responses to W stronę Pirenejów

  1. Ania pisze:

    @Javi: jeje, que curioso!
    Un saludico;)

  2. EE/HUP pisze:

    Sí, sí, para hablar aragones tienes que terminar todos los sustantivos y adjetivos con „ico” e „ica”. Ejemplos: Una preguntica, un cafecico, besicos, gaticos, qué bonico, qué pequeñico :) ) Todo está muy bien explicado en el „curso de oregones, diminutivos” de youtube :) )

    Besicos
    Javi

  3. Ania pisze:

    @akerman: Ach, pewnie Park Marii Luizy w Sewilli; uwielbiam to miejsce! Podobno sporo w nim papug, ale ja poki co widzialam tylko jedna;)
    Jestes juz kolejna osoba urzeczona Ronda, chyba faktycznie to miejsce musi miec w sobie cos niezwyklego!
    Ja generalnie lubie tak jak Ty, zamowic kawe i w spokoju obserwowac toczace sie wokol zycie. Cos pieknego!:)

    @Javi: hoy he escuchado por la primera vez „una cosica” (o algo asi) y me hizo mucha gracia;)

  4. EE/HUP pisze:

    Qué envidia, qué envidia :) Me alegro mucho de que te haya gustado :) Ya solo te falta aprender a hablar mañico :)

  5. akermann pisze:

    Aniu,oj masz racje ciezko wybrac jedno ulubione miejsce.Wybralem pare miejsc.1 napewno Malaga i plac przed katedra obok palacu biskupiego,te kawiarnie na placu,lubilem tam siadac na kawie,zreszta cale stare miasto super,te malutkie uliczki,twierdza nad miastem.2 to Sevilla,gdzie spedzilem tylko dzien ale tez cudowny park,nie pamietam nazwy,zabytki no i znowu maly plac blisko katedry i barami,gdzie usiadlem,pilem kawe i patrzylem na tlumy turystow.Za malo mi bylo tej Sevili w busie zaznaczylem miejsca ktore chce zobaczyc a potem pogoda i czas pokrzyzowaly te plany.Napewno tam wroce,juz postanowilem.Chociaz jeden weekend w Sevili.3 napewno Ronda,to w sumie male miasto ale slicze,pelne uroku,niesamowity most az 100 metrow przepasc,dzieli miasto stare i nowe,znowu cudne place,zabytki ,koscioly 4.Areny gdzie odbywaja sie walki bykow ,cos niesamowitego zwiedzilem najstarsza w Hiszpani,wlasnie w Rondzie,muzeum tam stworzone.Cos niezwyklego.Ta duma w oczach tych ludzi,a ta arena,wyszedlem na srodek placu,poczulem dreszcz na skorze.Wiem ze obroncy zwierzat roznie mysla,ale ta tradycja jest piekna.Pelna dumy,widzialem plakaty reklamujace juz nowy sezon.Musi byc to niesamowite.Tak naprawde cala Andaluzja jest wspaniala,rozumiem dlaczego tam mieszkasz

  6. Ania pisze:

    @akermann: to wspaniale! A ktore miejsce sie Tobie najbardziej spodobalo?
    Czy moze jednak ciezko wybrac?

    Javi!!!!!!!!!!!! fue el mejor bocadillo de calamares que he comido jamas!:) hasta le he hecho la foto:)
    Mañana repito!
    Foto: http://dl.dropbox.com/u/4386293/BLOG_ANIA/MARZEC_11/Saragossa1/IMG_20110316_143517.jpg

    @Aldona: zaczelam dzis o 8:00 rano:) Obiecuje relacje juz wkrotce:)

  7. Aldona pisze:

    Super, każde z tych miejsc dokładnie spenetruj i Nam opowiedz! Już sama Twoja zapowiedź bardzo ciekawa :) )

  8. EE/HUP pisze:

    Hola :) Si te gustan los bocadillos de calamares tienes que ir al „calamar bravo”, en una de las calles del paseo independencia, son los bocadillos más famosos de toda Zaragoza. Y en el tubo merece la pena ir al „Plata”, es un bar Cabaret que se ha puesto muy de moda. Y si vas de tapas mejor asesórate en alguna oficina de turismo, que no todos los bares son buenos. Pues nada, que disfrutes de la visita, y coge el „parasol”jeje, qué mala suerte, no llovía por allí desde hace meses.

  9. akermann pisze:

    Hej Aniu,niestety nie udalo sie zobaczyc zadnego meczu,chociaz bardzo chcialem.Albo bylem daleko od Sevili i Malagi,kiedy grali w domu,albo grali na wyjedzie.Pozytywne wspomnienia!!!oj bardzo pozytywne.Zobaczylem tyle miast,wiosek,kocham Historie,a tam w Andaluzji byla ona wszedzie,zabraklo mi tylko ksiazek po polsku,znazlem jedna o Rondzie.Jadlem pyszne rzeczy.Sluchalem swietnej muzyki,bylem na wieczorze Flamenco,jak ta kobieta spiewala,no i ten taniec.Musze znalesc gdzies nagrania tej kobiety.Zachwycila mnie ta kraina,mam tyle wspomnien.W ostatni dzien,siedziialem na balkonie,wspominalem i czulem zal ze musze wracac ,ale chce wracac tez do Andaluzji,dzieki za twoj blog,bedzie mi blizej wracac,wolasz nas tam .

  10. AM pisze:

    @archeona: dziekuje za Twoj komentarz!
    Pierwszy raz w zyciu uslyszalam o kakaowych tabletkach i wiesz co, teraz juz wiem ze musze ich tam w klasztorze „przemaglowac” jak to bylo na prawde. Podobno mozna nawet tam kupic „czekolade” wg pierwszych receptur, wiec sie okaze coz to braciszkowie przygotowywali:)

    @KK: och tak:)Juz wiem gdzie skladac reklamacje jakby co ;)

    @Javi: no te puedes imaginar la ilusión que me he hizo leer tu comentario. Muchas gracias!
    Mañana mismo ire a la zona del Tubo:)
    Suerte con el polaco! :)

    @akermann: tak wlasnie o Was myslalam, gdy padal deszcz. Szkoda, ze bylo kilka nieciekawych dni. Ciesze sie jednak, ze wrociles z pozytywnymi wspomnieniami! To jest najwazniejsze!
    Jestem ciekawa, czy udalo sie Wam pojsc na jakis mecz Primera Division?

  11. akermann pisze:

    Oj i wrocilem 8 dni w Andaluzji tak szybko zlecialo,za szybko,za krotko.Ale juz wiem dlaczego tak bardzo chcialem tam przyjechac ,wiesz Aniu mieszkasz w cudnym miejscu,staralem sie jak najwiecej zobaczyc.Kazdy dzien jakas wyprawa bylem w twojej Sevili,tylko jeden dzien.Piatek,niestety pogoda byla nie za bardzo,szkoda ,ale Katedra cudna,pare ulic ,pare placow..itd na koniec tylko tapas i wino w barze blisko zlotej wiezy.No i cale 8 dni brakowalo mi duzego kubka kawy,naprawde bardzo chce wrocic do Andaluzji,zostawilem tam pare sladow,tras do przejscia

  12. EE/HUP pisze:

    Muy buen resumen de lo que se puede encontrar en Aragón :) ¡Que alegría que alguien se acuerde de mi tierra! Si vais a Zaragoza tenéis que ir de tapas por la zona del tubo y del casco viejo (entre la plaza de España y el Pilar) y elegir los bares que estén llenos de gente, es algo agobiante pero las tapas serán las mejores. Perdonadme que escriba en español, quizás dentro de un año… :) Javi

  13. (KK) pisze:

    Heh, i teraz na moich barkach spoczęła wielka odpowiedzialność :)

  14. archeona pisze:

    Ja w sprawie czekolady. Jak podaje Bryan Bruce w „Historii smaku”, początkowo Hiszpania sprowadzała (i rozprowadzała) mielone kakao w formie tabletek, czyli w zasadzie tabliczek. Robiono tak ze względów praktycznych, łatwiej było transportować kakao w takiej postaci. Nie była to jednak czekolada, jaką znamy dzisiaj. W ogóle nie była czekoladą, tylko półproduktem służącym do sporządzenia napoju czekoladowego. Czekoladę w tabliczkach do jedzenia można było zrobić dopiero po wynalezieniu maszyny parowej. W 1828 r. Holender C. van Houten opracował dzięki nowym maszynom technologię dzięki której wycisnąwszy z ziaren znaczną część masła kakaowego uzyskał suchy placek, z którego po zmieleniu na pył otrzymywał proszek kakaowy, jaki znamy dzisiaj. Dopiero tak spreparowane kakao pozwoliło na opracowanie receptury czekolady do jedzenia. Podobno rzeczywiście to Brytyjczyk pierwszy wyprodukował znaną nam tabliczkę czekolady, co mogło mieć miejsce około roku 1847, ale to Szwajcar w 1876 „połączył mleko skondensowane (stworzone przez Henriego Nestle) z ziarnem kakao, masłem kakaowym i cukrem…” później, również Szwajcar, niejaki pan Lindt w 1879 roku opracował technikę konchowania – czekolada stawała się coraz wykwintniejsza. Dopiero po jakimś czasie, z trudem radząca sobie na rynku Cadbury wprowadziła brytyjską czekoladę w tabliczce. Itd.. Zatem możliwe, ze braciszkowie w Hiszpanii robili tabliczki czekolady, ale jeśli było to wcześniej niż przed końcem XIX w. nie była to czekolada, a zmielone ziarno kakaowe w tabletkach. Ale jakie to może mieć znaczenie dzisiaj .

  15. Ania pisze:

    @Anonimowy: poszperalam troche w Internecie i faktycznie Alquezar wyglada interesujaco. Wrzucilam juz na liste „obowiazkowych” w tej czesci Aragonii. Dziekuje za sugestie:)

    @Ewa: degustacji nie odpuszcze :)
    A propos, uwielbiam Wedla z nadzieniem truskawkowym i toffi:)

    @magdah: Chyba tak najlepiej – Barcelona- Zaragoza autem to cos jak Sewilla – Granada, wiec nie tak zle:)
    Jak chcesz, mozemy sie zamienic…oddalabym wszystko za weekend w Marakeszu…

    @Kolorowe armadio: no wlasnie nie moge zrozumiec, jak bedac 4 razy w Barcelonie, nigdy nie dotarlam do Muzeum Czekolady.
    Choc moze to i lepiej, bo podejrzewam ze mialabym ten sam syndrom pt. „zjem eksponaty”:)

    @KK: Dziekuje, ze napisalas ten komentarz bo wlasnie sie zastanawialam, czy tam dojechac czy nie. W takim badz razie wrzucam rowniez na liste!:)

  16. (KK) pisze:

    Klasztor San Juan de la Pena, ale to tym chyba piszą w przewodnikach :) )) Co nie zmienia faktu, że jest świetny!

  17. A propos czekolady! Gdybys była w Barcelonie to zajrzyj do Muzeum Czekolady! O mało nie zjadłam ekspontów, w tym kamienic Gaudiego!Polecam!

  18. magdah pisze:

    Strasznie fajny ten Twój plan. Jak nic będę polować na tanie bilety Poznań – Barcelona. a na miejscu jak? Autem?
    Jak na razie -od 22 marca szukaj mnie na geoblogu, po tygodniu w Marakeszu zostajemy kilka dni w Madrycie – z czego bardzo się ciesze…
    pozdrowienia Magda

  19. Ewa pisze:

    Koniecznie sprawdź, co w czekoladzie piszczy. Najlepiej drogą degustacji!

    Anglicy, Belgowie, Hiszpanie… a ja i tak najbardziej lubię wedlowską ;)

  20. Anonymous pisze:

    Witam! Ano tydzien temu podczas dluuugiego weekendu zawitalam w aragonskie zakamarki, i bardzo polecam Ci nawiedzenie uroczego dzikiego oddalonego od wszelakiej civilizejszyn miasteczka Alquezar (nidaleko Barbastro, w Brbstro poelcam hostelik Goya!)- poloznoe na zboczu gory, sredniowieczny ryt, (o wiele bardziej wild niz w Ainsie, o ktorej pisza wszelkie przewodniki…) i dokola tego miasteczka kilka szalenczo urokliwych tras piechurskich w glab kanionow, krystalicznie czysta rzeka Verde, jaskinie! wodospady, przehistoryczne malunki, trasy spacerowe od 1 godzinnej do 4 godzinnych. Polecam na caly bozy dzien.

  21. Ania pisze:

    @Ewa: No wlasnie znalazlam kilka roznych wersji, ale na stronie www klasztoru upieraja sie, ze to oni zrobili pierwsza czekolade w kostce. Bedzie co dociekac:)
    A ja myslalam, ze to byli Belgowie, bo skojarzylm z Twoim wpisem, ale to chodzilo o pralinki:)

    Dam znac co z ta czekolada, hehe:)

  22. Ewa pisze:

    Piękne te góry na ostatnich zdjęciach, na pewno podróż będzie świetna :)

    A co do czekolady, to wyczytałam kiedyś, że na początku czekoladę znano w Europie jako napój, a pierwszą tabliczkę zrobili Anglicy niecałe 200 lat temu. Kilka lat wcześniej Belgowie wymyślili pralinki. Ale to Hiszpanie przywieźli nam czekoladę z Nowego Świata i chwała im za to! :) ))

Dodaj komentarz