San Sebastian

San Sebastian położone jest nad Zatoką Biskajską

Do czego porównalibyście kształt miejscowości, w której mieszkacie? Do niczego? Ach, ja mam tak samo. Chyba tylko mieszkańcy San Sebastian w północnej Hiszpaniimają jasność w tej kwestii. Ich miasto ma kształt…muszli. Tej ich „muszli” otoczonej błękitnymi falami Morza Kantabryjskiego nie brakuje nawet maleńkiej perły. Ale dość już tych kalamburów – jedziemy do Kraju Basków!

Miasto nad Muszlą

Tak wygląda San Sebastian z ujęcia satelitarnego (zdjęcie poniżej). Przy odrobinie fantazji rzeczywiście wygląda, jak muszla, prawda? Jest nawet zalesiona, pięciohektarowa „perła”. To Wyspa św. Klary.

Widzicie ten żółty pas wygięty w łuk? To jedna z najsłynniejszych plaż całej Hiszpanii – złocista i piaszczysta Playa de La Concha. I tu muszę dodać, że „la concha” po hiszpańsku oznacza…”muszla”.

San Sebastian

Widok z góry na San Sebastian. Fot. Google Maps


Miasto założone zostało wzdłuż niewielkiej zatoki, którą zamykają dwa wzgórza: Monte Igueldo i Monte Urgull.
Za chwilę razem się na nie wdrapiemy. Ze szczytu obydwóch zobaczyć można zapierające dech w piersi widoki.

Jak widać na zdjęciu powyżej, wschodni cypel (po prawej stronie), to nie tylko zalesione wzgórze. Właśnie tutaj znajduje się labirynt wąskich i gwarnych uliczek starego miasta. Tutaj stoi gotycka katedra, barokowy kościół Santa María, plac który w przeszłości był areną korridy i…setki barów, w ktorych królują miniaturowe przekąski (pintxos).

Spacerując po starym mieście San Sebastian

„Perła” i epidemia dżumy

„Perła San Sebastian”, czyli wspomniana Wyspa św. Klary, to przyjemne miejsce na popołudniowy i niebanalny „wypad za miasto”. Dopłynąć do niej można specjalnymi łodziamu, które dość regularnie wypływają z miejscowego portu.

Wyspa Św. Klary

Widok na Wyspę Św. Klary. Fot. (cc) – santiglz

Wyobraźcie sobie jednak, że jakieś czterysta lat temu nikt nie chciał tam trafić.  Bo transport oznaczał jedno: dżumę. Pod koniec XVI w. w San Sebastian szalała epidemia dżumy i Wyspa św. Klary stanowiła swego rodzaju izolatkę dla zakażonych.

Spacer na górę

Na końcu wschodniego cypla ograniczającego zatokę znajduje się zalesione Wzgórze Urgull. W nieco ponad pół godziny można dojść na jego szczyt. A tam znajdują się ruiny dwunastowiecznego zamku i potężna figura Chrystusa.
Wzgórze Urgull

Widok na wzgórze Urgull

Po drodze trzeba minąć port i niskie, kolorowe domy rybackie. To chyba najtrudniejszy odcinek spaceru pod górkę. I – zdziwię Was – wcale nie dlatego, że jest stromo, ale dlatego, że…pachnie tam nieziemsko i z chęcią zostałoby się tutaj na dłużej. Wzdłuż nadmorskiego bulwaru kuszą lokalne knajpki, które serwują świeżo złowione owoce morza i ryby.
San Sebastian

Dla takich widoków warto iść dalej pod górę

Najsmaczniejsze miasto świata

San Sebastian – co rzadko kiedy się zdarza – jest aż potrójną stolicą. Po pierwsze, jest stolicą jednej z prowincji Kraju Basków (Guipúzcoa). Po drugie, parę miesięcy temu zostało wybrane wraz z Wrocławiem na Europejską Stolicę Kultury 2016. Po trzecie…to baskijskie miasto uważane jest za (nieoficjalną) stolicę światowej gastronomii. 
- Ale jak to??? – zapytacie – to nie Paryż?
Baskijskie przekąski

Pintxos, czyli baskijskie przekąski

San Sebastian zasłużyło sobie na ten tytuł aż czternastoma prestiżowymi gwiazdkami przewodnika Michelin (przeczytaj więcej na ten temat). I tylko tutaj i w Paryżu znajdują się aż trzy restauracje wyróżnione najwyższymi odznaczenami – trzema gwiazdkami. Co to w praktyce oznacza? To proste! W San Sebastian jedzenie jest atrakcją samą w sobie!
Pintxos w San Sebastian

Tak apetycznie prezentują się przekąski w jednym z barów w San Sebastian

San Sebastian, jak i cały Kraj Basków słynie z przekąsek-kanapeczek zwanych pinxos. Przypominają znane w całej Hiszpanii tapas. Różnica polega na tym, że pinxos podawane są na kawałeczkach bagietki i nadzienie trzyma się na nich za pomocą wykałaczek.

Lady barowe aż uginają się od tac z przekąskami. Wystarczy podejść, wziąć talerz i…nałożyć sobie przekąsek do woli. Nawet bez wiedzy kelnera. W takim bądź razie, jak wystawiony nam potem zostanie rachunek? Na podstawie pustych wykałaczek, które musimy pokazać przy kasie.

Pintxos w San Sebastian

W San Sebastian koniecznie trzeba wybrać się na degustację pintxos

Jakby tego wszystkiego było mało, w San Sebastian ruszył w tym roku drugi na świecie…Uniwersytet Nauk Gastronomicznych.  Za pięć lat pojawią się więc pierwsi w Hiszpanii magistrzy w dziedzinie gastronomii i Sztuki Kulinarnej.

Jednym z nauczycieli jest Ferran Adrià, który uznawany jest za jednego z „ojców” kuchni molekularnej.  Jest też szefem kuchni restauracji „El Bulli”, która aż trzykrotnie została uznana za najlepszą restaurację na świecie. Nawet budynek wydziału zbudowany został „w klimacie” i przypomina stos talerzy.

Najpiękniejszy widok na świecie?

Widoki to jednak nie jedyna atrakcja, jaka na nas czeka na wzgórzu…Widok z drugiego wzgórza zamykającego zatokę jest podobno najpiękniejszym widokiem na świecie. Nie wiem, czy mieszkańcy San Sebastian mają rację, czy to tylko lokalny patriotyzm…Mi w każdym bądź razie się podobało, chociaż zachód słońca nad Alhambrą jest równie piękny.
San Sebastian

Grzebień wiatru w pełnej okazałości

Jak myślicie, co przedstawia ta rzeźba? To jeden z symboli San Sebastian i nazywa się…”El Peine del Viento” – „Grzebień Wiatru”.

Ta dość awangardowa rzeźba została stworzona pod koniec lat 70 XX w. przez Eduardo Chillidę, którego marzeniem było, żeby do miasta dolatywał wiatr uczesany przez grzebień…Chyba mu się to udało, bo tego dnia podmuchy znad morza były wyjątkowo sympatyczne.

Plac z widokiem na byki

Spacer po San Sebastian kończymy na Placu Konstytucji. Niby zwykły plac: arkady, kawiarenki, krzyżujące się drogi turystów i miejscowych.
San Sebastian

W przeszłości odbywały się tutaj walki byków

Jednak jest coś, co go wyróżnia. Proszę spojrzeć na zdjęcie poniżej.
San Sebastian

Gdy na placu odbywały się korridy, balkony służyły jako loże, skąd obserwowano walki

Numery nad każdym oknem przypominają, że jeszcze niedawno odbywały się tutaj korridy. Okna i balkoniki służyły więc jako loże, zupełnie jak ma to miejsce w przypadku klasycznych aren walk byków. I tu kończy się nasz spacer po San Sebastian…

Spodobał Ci się wpis? Podziel się!

Komentuj albo Wyślij RSS feed.
Tagged with →  

41 Responses to San Sebastian – miasto nad muszlą

  1. azet TO JA pisze:

    byłem raj na ziemi

  2. mikusia pisze:

    Wygląda niesamowicie, prawie jak raj na ziemi :)

  3. Mo. pisze:

    Cudnie, cudnie, przecudnie:). San Sebastian mnie wzywa, słyszę to, i mam zamiar ulec:)

  4. Ania pisze:

    @Nika: Z pogodą faktycznie może być ciężko, ale i tak jestem pewna, że Ci się spodoba. Kraj Basków (choć w zasadzie znam tylko hiszpańską część) to jedno z ładniejszych miejsc, jakie widziałam…A jak dotrzecie do San Sebastian…ech, nie wyjeżdżajcie bez „tour de pintxos”:)) Poczytam o Kraju Basków u Ciebie na blogu:)

  5. Nika pisze:

    a ja o tym jak wyglada San Sebastian dowiedzialam sie dzis na moim wieczornym kursie hiszpanskiego…
    nauczycielka wzbogacila czytanke o filmiki i muzyke..
    i dobrze sie sklada bo moj malzonek (francuski Katalonczyk z Roussillon) uparl sie ze w listopadzie jedziemy na (kilkudniowy) podboj Krainy Baskow…
    Katalonczycy (szczegolnie francuscy) czyja sie duchowo spowinowaceni z Baskami, ktorych kraina rowniez lezy w granicach dwoch panstw

    zaczniemy od czesci francuskiej i dopiero potem ruszymy do Hiszpanii… nie sadze by pogoda nas rozpieszczala w listopadzie, ale powyzsza relacja bardzo mi przypadla do gustu i najchetniej juz bym tam sie wybrala… :)
    Pozdrawiam z chlodnej Brukseli
    Nika

  6. Ania pisze:

    @Agnieszka: aa, faktycznie pisałaś! Ja kilka miesięcy temu dopiero odkryłam baskijskie oblicze Barcelony i baaardzo je polubiłam:))

  7. Agnieszka pisze:

    Wiemy, że je mamy i konsekwentnie je wszystkie próbujemy. Mamy faworyta http://nunoagabarcelona.blogspot.com/2011/12/baskijske-pintxos-basque-pintxos.html :) liczę jednak, że w najbliższych miesiącach nam się uda wybrać, w końcu Kraj Basków o rzut beretem :)

  8. Ania pisze:

    @Agnieszka: ja też obiecałam sobie wrócić (oby jak najszybciej)! To baardzo przyjemne miejsce:) Na szczęście w Barcelonie macie kilka przynajmniej genialnych baskijskich knajpek. Tutaj w Sewilli trochę mi ich brak…Pozdrawiam!

  9. Agnieszka pisze:

    Chyba musze wrocic do San Sebastian… Wiosenny dlugi weekend w Kraju Baskow… Az sie rozmarzylam. A na widok pintxos zglodnialam. Chyba wiem, gdzie w tym tygodniu jakas kolacje zjem :) pozdrawiam z Barcelony

  10. nonnobis pisze:

    @Aniu, wiem. „Oni mogliby już dużo mieć, ino oni nie chcą chcieć”. Przykre.

  11. Aldona pisze:

    Wydaję mi się, że ja też, ale póki co poznaję je głównie, za pomocą Twojego bloga :) )
    Pisz Aniu, pisz, bez końca ;) )

    Słonecznego dnia!
    U nas też dziś piękne słoneczko, ale uszka lodowacieją :) )

  12. Ania pisze:

    @Aldona: Aaa, rozumiem:)Ja przez wiele lat mówiłam, że mogłabym mieszkać w Barcelonie, choć teraz chyba jednak wolę mniejsze miasta, ale też z klimatem:)

  13. Aldona pisze:

    A ja dlatego, że Barcelona mnie bardziej oczarowała :)

  14. Ania pisze:

    @nonnobis: szkoda, że my w Polsce często nie potrafimy docenić naszego kraju, jak robią to Hiszpanie. No ale co ja się będę na ten temat rozpisywać, wiesz jak jest niestety…

  15. nonnobis pisze:

    Ładne. Konkretne. Takie z przekazu bliskie piosence „que viva España”.

    Ech, nie to co u nas.

  16. nonnobis pisze:

    @Aniu, pewnie nigdy się nie da zwiedzić całej. Z Caminów jakoś więcej mnie ciągną takie w rodzaju Via de la Plata albo Camino de Levante. Albo Portugués.
    A może del Norte też zaczyna… ;)

    Jednak to wszystko, jak Bóg da, najwcześniej za kilka latek.

    Nie znałem tego hasła. Tylko „Sonríe, estás en España.”

  17. Ania pisze:

    @Aldona: tak, tak, jest swojskie, choć może nie cenowo:) A czemu nie chciałabyś tam zamieszkać? Ja głównie przez ceny chyba…i ten deszcz…

  18. Ania pisze:

    @nonnobis: i jakoś zaczyna nabierać sensu hasło reklamowe Hiszpanii: I need Spain:)No cóż, mi też jest czasem głupio opisywać kolejne miejsca i zachwalać, jakby odkryła kolejne cudo świata, ale ta Hiszpania CIĄGLE mnie zaskakuje, ciągle coś odkrywa i nie da się tak zaspokoić pragnienia odwiedzając zaledwie kilka regionów. Może więc spóbuj Camino del Norte?

  19. Aldona pisze:

    Nooo wreszcie Aniu na Twoim blogu coś z miejsca, które znam :) ) W minionym roku zwiedzałam San Sebastian. Zawsze chciałam tam pojechać i w sumie całkiem inaczej wyobrażałam sobie to miasto..bardziej myślałam, takie ociekające w bogactwie, fakt, do biednych nie należy :) ale jest takie swojskie :) Urokliwie, urokliwie, warto odwiedzić, ale jakoś do mieszkania tam na stałe…jakoś tak średnio mi się widziało…
    :)

  20. nonnobis pisze:

    Ech.

    No perwersja wprost. Ty (Droga Autorko) musisz koniecznie udowodnić, że odwiedzenie również miejsc zupełnie pomijanych dotąd w mych must see, jest absolutnie niezbędne do życia i funkcjonowania?
    Mało tego, muszla jeszcze. Dziwne nie jest, Camino del Norte w końcu.

    Przed chwilą widziałem u Ciebie Barcelonę, znaną od chwili zapoznania się z Hiszpanią, potem Salamankę, o której wiem, że muszę kiedyś tam trafić tylko nie zdążyłem. Takich miejsc jest wiele. Ale San Sebastián?

  21. Ania pisze:

    @Mijita: tak, San Sebastian jest dobrym przykładem na to. Czasem nawet fajniej zatopić się w klimacie jakiegoś miejsca, niż oglądać kolejne zabytki! A smaki…przynajmniej ja zapamiętuję na dłużej niż widoki:)
    Jeśli chodzi o klify, to mnie pod tym względem urzekło całe północne wybrzeże, najbardziej chyba Galicja…ach, pięknie tam!

  22. Ania pisze:

    @Ajka: powiem Ci, że ja do Kraju Basków choćby dla samych tapas bym się przeniosła:)

  23. Ania pisze:

    @podrozeija: Zapraszam do Andaluzji w takim bądź razie, chociaż tak naprawdę każdy region ma w sobie coś interesującego!

  24. Ania pisze:

    @Agata: o jej, nie widziałam wcześniej!
    Dziękuję:)

  25. podrozeija pisze:

    Bardzo ładne miejsca :) niestety jeszcze nie udało mi się pojechać do Hiszpanii.. ale mam nadzieję, że jeszcze się uda :)

  26. Agata pisze:

    Zapraszam do zabawy :)

    http://checktravel.blogspot.com/2011/10/tell-me-about.html

    P.S. wyspa żółw to chyba rzeczywiście najpiękniejszy widok na świecie

  27. Mijita pisze:

    Uwielbiam pinxos! Przypomniałaś mi moją wyprawę do San Sebastian, dokładnie czasem nie potrzeba żeby miasto miało wiele zabytków żeby miało to coś. Jedyne niemiłe wspomnienie to mam ze wzgórza Urgull gdzie dobiłam swój aparat;) A z Kraju Basków zakochałam się w klifach! Wspięłam się na sam koniec jednego takiego żeby obejrzec zachód słońca:)Po prostu dech zapiera:)

  28. Ajka pisze:

    Widoki piękne, super wyglada z góry. Ale te tapas…mmmmmm….! Zjadłabym :)

  29. Ania pisze:

    @Anonimowy: no właśnie, San Sebastian jest dobrym przykładem na to, że niewielka ilość zabytków wcale nie oznacza „nudnego miasta”. Położenie nad zatoką, dwa wzgórza, na które można się wspiąć, atmosfera i kuchnia są wystarczającymi powodami, żeby to miasto mogło się spodobać. Zgadzam się w 100%, że San Sebastian jest nieco inne, ale i tak bardzo hiszpańskie, szczególnie zaglądając do kolejnych barów z przekąskami. Magiczne miejsce, do którego mam nadzieję, że wrócę już niedługo!

  30. Ania pisze:

    @Kasia: cieszę się bardzo:) pozdrawiam!

  31. Ania pisze:

    @kama: oj tak, miałam sporo szczęścia, bo pogoda była rewelacyjna. Na plaży mnóstwo ludzi się opalało, co podobno nawet w lipcu bywa dość niemożliwe ze względu na częste opady deszczu…Cieszę się bardzo, bo gdyby padało, pewnie bym nie robiła niż innego niż zajadała się pinxos:D

  32. Ania pisze:

    @Ola: na pierwszy rzut oka „Grzebień Wiatru” jest dość koszmarny, taki zardzewiały wbity jest w skałę, ale idea jest rewelacyjna. Niech żyje kreatywność, w tym kulinarna:)

  33. Ania pisze:

    @Anna: Wydaje mi się, że z całego północnego wybrzeża najładniejszymi miastami są San Sebastian, Oviedo i Santiago de Compostela i rzeczywiście nawet one różnią się od siebie wyraźnie. Dla mnie, przyzwyczajonej do „andaluzyjskich” klimatów, to była bardzo przyjemna odmiana. O ile jednak spodziewałam się, że zauroczy mnie północ, o tyle nie sądziłam, że aż tak bardzo spodobają mi się miasta Kastylii i León. Zgadzam się, nie widziałam równie pięknego placu, jak w Salamance i..to tylko początek! Wrażenie, jakie robią witraże wewnątrz katedry jest powalające! Tak samo, jak wielkość katedry w Burgos. W Valladolid można znów przespacerować się szlakiem znanych postaci historycznych, a w Zamorze zobaczyć prawdziwy „natłok” romańskiej architektury. Jedno jest pewne, Hiszpania ma atrakcji dla wszystkich gustów:)

  34. Anonymous pisze:

    Miałem to szczęście, że mój pierwszy kontakt z Hiszpanią to był właśnie dziewięciogodzinny pobyt w San Sebastian. I mnie to miejsce zauroczyło. Drugi i ostatni jak dotychczas pobyt to było zwiedzanie Andaluzji, Madrytu i Katalonii, ale choć w San Sebastian nie ma tylu zabytków, to miejsce to ma w sobie coś magicznego. I nie wiem, czy to sentyment do tego kraju, ale choć inne od reszty Hiszpanii (w końcu to teren Basków!) jest jednocześnie wybitnie hiszpańskim.

  35. Kasia pisze:

    Prześlicznie tam jest!! Cudownie po prostu. Zakochałam się w tych wszystkich zdjęciach… :)

  36. kama pisze:

    Jak ślicznie wygląda na zdjęciach słoneczne San Sebastian :) Kiedy ja tam zawitałam w tym roku to niestety lało… ale muszę kiedyś wrócić lepszą porą :) jak zwykle ciekawy opis i piękne zdjęcia!!!

  37. Ola pisze:

    Podoba mi się ta stolica kulinarna:) rzeczywiście skojarzenia z muszlą i perłą trafne! A grzebień wiatru-rewelacja!

  38. Anna pisze:

    Aniu, Pięknie! Faktycznie śliczne jest to San Sebastian. A co kuchni, to mówi się, że baskowie są najlepszymi kucharzami na świecie. I w domu to podobno mężczyźni zajmują się kuchnią, nie kobiety ;-)
    Salamanca też piękna, zupełnie inna, niektórzy uważają, że ma najładniejszy plac. W ogóle w Hiszpanii piękne jest to, że jest taka zróżnicowana, są góry, łagodne plaże, wysokie, poszarpane klify, no i te piękne miasta całkiem, ale to całkiem różne od siebie… Ja jestem w Hiszpanii zakochana po wieczność

Dodaj komentarz