Parkowanie w Sewilli

W Sewilli wiele osób parkuje niemal „gdzie popadnie… Źródło fot. flicker (cc) – Eloy Sancho

Kierowcy z południowej Europy nigdy nie cieszyli się zbyt dobrą sławą. Andaluzyjczycy są za kółkiem dość kulturalni, choć mają pewien „mały” problem z właściwym parkowaniem. Sewilczycy bardzo często pozostawiają swoje auta niemal „gdzie popadnie”. Widok niewłaściwie zaparkowanych samochodów tak mocno wpisuje się w miejski krajobraz, że aż boję się, że pozostawianie auta na środku drogi przestanie być uznawane za wykroczenie zasługujące na mandat.

Podwójna linia

Wiele osób parkuje w Sewilli w tzw. „podwójnej linii”. Co to oznacza? To pozostawienie samochodu „na luzie” prostopadle do właściwie zaparkowanych aut. Niezaciągnięcie hamulca pozwala na przepchnięcie auta w momencie, gdyby chciał wyjechać przyblokowany samochód.

Ze smutkiem muszę przyznać, że i mi zdarza się praktykować zasadę „nieważne gdzie, byle zaparkować”. I to wcale nie z lenistwa, ani żadnych anarchistycznych pobudek, a po prostu z faktu, że ”legalny” parking w tym mieście jest towarem wybitnie deficytowym. Zdecydowanie jednak nie polecam pozostawiania samochodu w ten sposób.

Takie parkowanie nie jest oczywiście na nerwy tych rodaków, którym sen z powiek ściąga każda najmniejsza rysa na karoserii. Hiszpanie mają póki co lepsze samochody niż Polacy, ale niestety nawet tym nowym, w zastraszającym tempie przybywa małych lub większych wgnieceń. I nikt z tego powodu nie lamentuje, ot, tak już musi być!

Żeby było jeszcze śmieszniej, w dni największych świąt i imprez w mieście, podwójne linie przemieniają się w potrójne, na dodatek tworząc blokady bez przestrzeni potrzebnej do najmniejszego nawet manewru. Mam nadzieję, że nigdy nie przyjdzie mi wyciągać z takiej pułapki mojego samochodu! Podejrzewam, że ci co zostawiają prawidłowo zaparkowane samochody wiedzą, że imprezy nie zakończą przed świtem więc mało ich stresuje kordon, jakim otoczony jest ich samochód!

Pogawędki na środku ulicy

Parkowanie w Sewilli

Czasem można uknąć w takich uliczkach, bo kierowca przed nami postanowi zatrzymać się na ploteczki…Źródło foto flicker (cc) – Cristina Carnevali

Inną motoryzacyjną „perełeczką” są ploteczki na środku ulicy, uniemożliwiając przejazd innym i tworząc czasem niemały korek. Otóż wyobraźmy sobie wąziutkie uliczki np. Alcalà de Guadaíra, jedziemy samochodem za jakimś Pepe czy Pedro, a tu…ze sklepu wychodzi dawno niewidziany kolega. Słyszymy tylko charakterystyczne „Psss, illo!” i na przynajmniej minutę mamy z głowy dalszą jazdę.

Kiedy przytrafiło mi się to po raz pierwszy, nie wierzyłam w to co widzę. A jednak! Co zadziwiające, w mieście, Andaluzyjczyk przemienia się w Fernando Alonso, który musi jak najszybciej dotrzeć do celu. Nie daj Boże zaśpisz trochę na światłach, to na pewno przynajmniej kilka samochodów solidarnie cię wytrąbi. A jeśli jeszcze masz tabliczkę „L”, oznaczającą początkującego kierowcę, w lusterku zobaczysz, że samochód za tobą próbuje nastraszyć cię że jeśli nie ruszysz, skończy w twoim bagażniku…

CDN…

Spodobał Ci się wpis? Podziel się!

Komentuj albo Wyślij RSS feed.

3 Responses to Samochodem po Sewilli cz.1.

  1. Anonymous pisze:

    ja nie cierpie hiszpanskich rond, dlaczego kurka z dwoch pasow na rondzie robia sie 4, zawsze mam stres na rondzie, nie daj Boze sie ustawisz nie na tym co trzeba… masakra

  2. AM pisze:

    Justa, gadulstwem zaden Hiszpan z Toba nie wygra:))

  3. justa1981 pisze:

    wyobrażam sobie… jak u nas na osiedlowej uliczce (wyżyny , kto mieszka wie że jest wąsko i samochody zaparkowane na max-a) próbowałabym stanąć na środku ażeby np. wysadzić dzieci i jechać dalej odprowadzając samochód na parking … na pewno nie odbyłoby się to bez zdenerwowania kierowcy jadącego za mną … klakson to mało powiedziane .. byłaby jeszcze gestykulacja i niecenzuralne słownictwo :)
    a to przykład wysadzenia dzieci z auta… jeśli jednak spotkałabym kogoś znajomego i chciała z nim „chwilkę” porozmawiać… myślę że mogłoby się to skończyć … źle :)
    (kusisz mnie Aniu żeby to wypróbować hihihi)

Dodaj komentarz