Pielgrzymka do El Rocio

Pielgrzymka w rytmie flamenco do El Rocio. Fot (cc) – CGF1971

Popijałam właśnie chłodne piwo w portugalskiej Tavirze, gdy zabrzęczał mój telefon. Jedna z moich najlepszych sewilskich koleżanek wysłała mi króciutkiego SMS. Zapytała, czy w zbliżający się wtorek „miałabym ochotę nieco poimprezować i pośpiewać flamenco?”. – Jasne, czemu nie – pomyślałam? Wyobrażałam sobie, że M. razem z narzeczonym chcą zorganizować u siebie w ogrodzie grilla. Albo, że w planie jest wyjazd na plażę, ewentualnie kilka drinków w klubie nad rzeką. Ale nie. Okazało się, moja koleżanka chciała zaprosić mnie na wspólne wyjście w…pielgrzymce.

Domyślam się, że winna jestem Wam teraz kilka wyjaśnień. No bo co mają do siebie picie alkoholu, śpiewy i tańce flamenco do pielgrzymowania i modlitw?

Jeszcze kilka lat temu myślałam, że nic. Południe Hiszpanii jest jednak bardzo specyficzne pod tym względem. Czczenie świętych i oddawanie się uciechom ciała w tym samym czasie jest tutaj zupełnie normalne .

Do najważniejszych dekoracyjnych elementów w większości sewilskich piwiarni należą kolorowe ceramiczne płytki przedstawiające Ukrzyżowanego Chrystusa i Matkę Boską. Nikogo to nie szokuje, nikogo (poza turystami) nie dziwi. To taki andaluzyjski sposób oddawania czci Świętym. A że przy okazji pije się wino i piwo? No pasa nada! – przecież nic nie szkodzi!

Bar w Sewilli

Typowa dekoracja sewilskich knajpek: obrazy i ceramiczne płytki przedstawiające świętych

Z andaluzyjskimi pielgrzymkami jest podobnie. Maryjne pieśni płyną z ust, które chwilę wcześniej sączyły whisky lub gin z tonikiem. Żarty i tańce raz po raz przerywane są gardłowymi okrzykami ku czci Matki Boskiej.

Pielgrzymka do El Rocío

El Rocio

El Rocio z cudowną figurką Virgen del Rocio

Wśród kiluset andaluzyjskich pielgrzymek, największa i najbardziej niesamowita jest ta, której celem jest sanktuarium w El Rocío. Dlaczego? Na czym polega? Jakie są jej korzenie? Dla przypomnienia zacytuję fragment wpisu, który pojawił się u mnie na blogu kilka lat temu.

Pewien myśliwy z okolic Almonte odnalazł w koronie drzewa figurkę Matki Boskiej. Działo się to w XVIII w. Myśliwemu bardzo spodobała się figurka, więc postanowił zabrać ją ze sobą do domu. Po drodze jednak (zapewne za sprawą cudu boskiego) zasnął. Gdy się obudził, rzeźba Dziewicy ponownie znajdowała się na koronie drzewa.

W miejscu, w którym rosło owe drzewo wzniesiona została pustelnia Najświętszej Maryi Panny z El Rocío. Każdego roku w maju setki tysięcy osób bierze udział w pielgrzymce do El Rocío, aby oddać cześć Dziewicy. Pielgrzymi przychodzą z całej Hiszpanii, głównie z Andaluzji. Pogrupowani są w bractwa liczące od kilkunastu do kilku tysięcy członków. W zależności od lokalizacji bractwa, pielgrzymka może trwać od kilku godzin, do kilku dni. Idzie się pieszo, jedzie się na koniu, bądź jedzie się bryczka. Bryczki przypominaja niekiedy westernowe dyliżansy. Miewają często fikuśne ozdoby, doniczki z kwiatami, albo…żaluzje antywłamaniowe. W środku takich dyliżansów znajdują się materace i wszekie inne wygody, by w spokoju przespać w ich wnętrzu noc.

Ruszam w drogę!

Pielgrzymka do El Rocio

Jesteśmy gotowi do drogi!

W końcu nadszedł wtorek 14 maja – dzień, w którym po raz pierwszy uczestniczyłam w pielgrzymce do El Rocio. Niestety w planach moich znajomych było pokonanie tylko części drogi. Wyruszyliśmy wcześnie rano, by wrócić do domów późną nocą. Gdybyśmy chcieli dotrzeć do El Rocio musielibyśmy odbyć ponad dwudniową podróż.

Do dyspozycji mieliśmy załadowany do granic możliwości stary wóz, który ciągnęły muły. Wnętrze wyglądało trochę jak typowa hiszpańska knajpka, z tym że na kółkach. W skrzyniach z lodem piętrzyły się butelki z piwem, rumem, whisky. W przenośnych lodówkach zapakowane były talerzyki z dojrzewającą szynką serrano, sery, schabowe, omlety i dziesiątki innych przysmaków. Szczerze mówiąc wyglądało, jak byśmy udawali się w przynajmniej tygodniową podróż.

Było troszkę niewygodnie, ale przez całe piętnaście godzin również bardzo radośnie i kolorowo. Wszystkie panie (ja też!), miały na sobie tradycyjne suknie flamenco i olbrzymie materiałowe kwiaty wpięte na czubki głów.

Pielgrzymka do El Rocio

Zaledwie kilkanaście kilometrów trasy pokonałam konno

Osiołki, czajniki i piwni jeźdźcy

Czasem zazdrościłam, że inni pielgrzymi przewozili swoje jedzenie na osiołkach – tak na pewno podróżuje się wygodniej.  Na zdjęciu poniżej zwróćcie uwagę na czajnik przyczepiony do koszyka. Myślicie, że po drodze pielgrzymi piją herbatę? Nic bardziej mylnego. W czajnikach przygotowywany jest tradycyjny dla tej i wielu innych andaluzyjskich fiest napój zwany rebujito składający się z wytrawnego białego wina i 7Up’u.

Pielgrzymka do El Rocio

Osiołek objuczony napojami w drodze do El Rocio

Ja i moi znajomi odbywaliśmy pielgrzymkę siedząc w powozie. Tymczasem wielu innych pielgrzymów przemieszczało się konno lub pieszo. Raz na jakiś czas spragnieni i zmęczeni prażącym słońcem jeźdźcy podjeżdżali do naszej bryczki prosząc o chłodne piwo i drobne przekąski.

Pielgrzymka do El Rocio

Niektórzy pielgrzymi przemieszczają się konno

Kilkanaście godzin naszego pielgrzymowania można podsumować właściwie czterema słowami: jechaliśmy, jedliśmy, piliśmy i śpiewaliśmy (nie zawsze) religijne pieśni poświęcone Dziewicy z El Rocio. Rytmy flamenco rozbrzmiewały niemal bez przerwy. Ze zdziwieniem zauważyłam, że moi znajomi nie tylko są w stanie jechać konno pijąc wyskokowe napoje, ale jeszcze grać w tym czasie na gitarze.

Pielgrzymka do El Rocio

A podobno picie w czasie jazdy jest zabronione…hmmm!

Konsumpcja wewnątrz powozu przerywana była regularnymi, około półgodzinnymi przystankami na…dalsze jedzenie i picie. Różnica polegała na tym, że podczas takiego postoju można było spotkać i porozmawiać ze znajomymi z innych powozów i dać się zaprosić na przysmaki i drinki przyrządzone przez nich.

Pielgrzymka do El Rocio

Po prawej stronie zdjęcia – jedno z takich miejsc, gdzie pielgrzymi zatrzymują się na pogawędki oraz jedzenie i picie

Droga do El Rocio i…co dalej?

Kulminacyjnym momentem pielgrzymki jest wyniesienie w procesji po wiosce El Rocio figurki Matki Boskiej. Dzieje się to w nocy z niedzieli na zielonoświątkowy poniedziałek.

Pielgrzymka do El Rocio

Kulminacyjny punky pielgrzymki – wyprowadzenie w procesji po El Rocio figurki Matki Boskiej

Ponieważ moja Droga do El Rocio nie kończyła się w sanktuarium, a powrotem po jednym dniu do domu w Sewilli, postanowiłam pojechać na wyniesienie figurki kilka dni później samochodem. Ale to już historia na kolejny wpis…

Spodobał Ci się wpis? Podziel się!

Komentuj albo Wyślij RSS feed.
Tagged with →  

22 Responses to El Rocío i pielgrzymka w rytmie flamenco

  1. Maciej pisze:

    Pierwszy raz zobaczyłem cudaczne wozy ciągnione przez krowy na ulicach Cadiz w 1998r. Nie wiedziałem, że właśnie wracały z El Rocio. Dopiero później dowiedziałem się co to jest Romeria do El Rocio. Nie miałem okazji zobaczyć tego na żywo, tylko na filmie. Od wielu lat bywam w Hiszpanii, zwykle w czerwcu nad Morzem Śródziemnym, a od 2007r rozpocząłem wędrówki szlakami Camino de Santiago. Najlepiej poznałem fieste Corpus Cristi,której obchody widziałem w Valencii, Granadzie, Cadiz, a także w małych miasteczekach. Pozwala mi to na dużo lepsze poznanie Hiszpanii i Hiszpanów. W tym roku 2 października ruszam właśnie z Sevilli szlakiem Camino Via de la Plata. W Sevilli byłem już 2 razy więc ją trochę poznałem – to co polecają przewodniki. Może doradzisz mi co warto zobaczyć? Będę miał kilka godzin po południu. Przyjadę z Madrytu pociągiem o 14.30 1 października. Następnego dnia rano ruszam w drogę. Pozdrawiam.

  2. Avelina pisze:

    Będąc kiedyś w Hiszpanii miałam okazję obserwować pieszą procesję po mieście i była bardzo barwna i kolorowa, bardzo różniła się od naszych procesji w Polsce. Z wielką przyjemnością zobaczyłam relację z tak niecodziennej dla nas pielgrzymki.

    • Cieszę się, że Ci się spodobała moja relacja! Zgadzam się, tutejsze pielgrzymki są zdecydowanie inne niż te nasze w Polsce. Jak widać radość i religijność (choć nie zawsze ona tutaj ma miejsce) można okazywać na baaardzo różne sposoby! Pozdrawiam!

  3. Mo. pisze:

    Ale Ci fajnie! To pewnie niesamowite szczęście uczestniczyć w takim wydarzeniu, i to nie tylko jako widz z zewnątrz. Nie ma to tamto, za rok przyjeżdżam! :)

  4. Ola K. pisze:

    Ale super! To dopiero prawdziwy folklor :) :) Nieziemska sukienka i na pewno niesamowite uczucie uczestniczyć „od wewnątrz” w takiej pielgrzymce… wspaniale, że możesz tak zagłębić się w hiszpańską kulturę… :) Ja tylko na krótką chwilę odwiedziłam El Rocío, ale całkowicie mnie oczarowało…

    A ja chyba wreszcie wybiorę się na porządniejsze zwiedzanie Andaluzji jeśli nic mi nie przeszkodzi :) Mamy już z moim narzeczonym bilety do Malagi! Niestety dopiero na październik, wcześniej nie dało rady, ale mam nadzieję, że hiszpańskie słoneczko jeszcze wtedy nam dopisze :) Ostatnio przeczytałam od początku prawie wszystkie Twoje wpisy na blogu, żeby zdecydować, które miejsca najbardziej chcę odwiedzić :)

  5. Nina pisze:

    Ja poprostu „zjadam” Twoje posty…:) Kazdy czytam z otawrta buzia! Pozdrowienia dla slonecznej Hiszpanii…:)

  6. marta pisze:

    Cudnie opisane i bardzo realistycznie .Bardzo fajne przezycie taka droga do El Rocio .Jestes juz naprawde tutejsza :)

  7. adaaa pisze:

    O pięknie. To już można powiedzieć Aniu, że zostałaś Andaluzyjką „pełną gębą”, skoro dane Ci było uczestniczyć tak bardzo wewnątrz tego wydarzenia :)
    Nawiasem mówiąc ślicznie Ci w tej zielonej sukience flamencowej, czy to Twoja już własna?
    Ciekawy zwyczaj opisałaś. Im to dobrze, jeździć, pić, objadać się, śpiewać, modlić. Żyć nie umierać!

    • adaaa pisze:

      Moc pozdrowień. Aldona z JG.

    • Witaj Aldonko! ano właśnie, ostatnie miesiące są jakieś takie przełomowe jeśli chodzi o mój „proces andaluzacji” :) Było wyjście w procesji Semana Santa, nauka figur toreadora, a teraz Droga do El Rocio :) Ha! i nawet sukienka jest moja, ma już chyba ze 3 latka, no ale jak się możesz domyślać zakładam ją niezwykle rzadko, przeważnie podczas Ferii de Abril. Masz rację, żyć nie umierać! Dolce vita po andaluzyjsku:) Pozdrawiam ciepło!

  8. Julia pisze:

    Lubię Portugalię, ale trochę mi się już przejadła. Jeszcze kiedyś tam powrócę :) .

  9. peregrino pisze:

    przez chwilę zamarłem, że nasza najwspanialsza korespondentka z Andaluzji została porwana przez bardzo przystojnego (cosik jaby młodszy brat Antonio Banderasa?) Zorro (tzn Zorro który pod wpływem wysokiej temperatury tudzież nadmiaru rebujito – coś rymuje się z mojito jakby – tenże Zorro zgubił maskę) … ale odetchnąłem czytając dalej
    salud! :^))

    • Na szczęście ten Zorro bez maski to narzeczony mojej koleżanki, więc mogłam na spokojnie i dobrowolnie wsiąść na grzbiet konia (choć sama trasa nie była taka spokojna, bo zwierzach wiercił tyłkiem, a ja nie miałam siodła)…Ufff, obyło się bez porwania i bez upadku w piach :) Salud!

      ps. a wiesz, że nigdy o tym nie pomyślałam….mojito-rebujito:) Oba napoje bardzo lubię swoją drogą :)

Dodaj komentarz