Kilka dni temu mój hiszpański znajomy zapytał mnie: o co chodzi u was w Polsce z tymi karpiami w wannie? - Właściwie nie chodzi o nic specjalnego- powiedziałam- tak jak wy jadacie homary podczas Wigilii, tak my jadamy karpie. Niespecjalnie chciałam wracać do korzeni tej PRL-owskiej tradycji. Zastanawialiście się kiedyś, jak dziwny musi to być zwyczaj dla obcokrajowców?

Ponieważ kolega nadal nie rozumiał co ma karp w wannie do homara ze sklepu, wyjaśniłam: po prostu kupujemy je wcześniej i żeby były świeżutkie trzymamy je w wannie…bo do akwarium by się nie zmieściły. Czasem dzieci nadają im imiona, zaprzyjaźniają i potem nie chcą słyszeć o zjedzeniu podczas wigilijnej kolacji…No, ale to już inna historia.

Kolega jeszcze przez kilka chwil kontemplował to, co mu powiedziałam. W tym właśnie momencie pomyslałam sobie, że niektóre bożonarodzeniowe tradycje w Hiszpanii są równie dziwne, jak nasz karp w wannie. Może nie tak niehumanitarne, ale jednak budzące lekkie uczucie zdziwienia.
Absolutnym hitem jest tutaj kataloński el caganer, który obowiązkowo musi pojawić się w każdej bożonarodzeniowej szopce. Jak widać na zdjęciu powyżej jest to człowiek w trakcie…tak, tak- wypróżniania się…
Nie wiadomo dokładnie, jaka jest geneza umieszczania tej postaci w świątecznej szopce (ale uwaga, zawsze ustawia się ją w miarę daleko od żłóbeczka). Wiadomo jednak, że symbolizuje szczęście, pomyślność i…urodzaj (no, w końcu w pewien sposób nawozi ziemię, prawda?) Podobno, bez el caganer nie ma spokojnych i pełnych radości świąt.
To jednak nie wszystko. W ostatnich latach „wypróżniającymi się ludkami” stały się także osoby publiczne. Początkowo był nim ubrany w regionalny strój kataloński wieśniak, obecnie jednak można kupić i prezydenta Obamę, słynnych piosenkarzy, a nawet można skompletować wypróżniający się w szopce cały zespół FC Barcelony!
A tutaj za jedyne 15 euro, Leo Messi ze Złotą Piłką!
Drugą zaskakującą tradycją (też pochodzi z Katalonii) jest…wypróżniający się pieniek drewna (!) Na szczęście to, co wydala, to głównie prezenty dla najmłodszych. No, ale od początku!
Jak mówi tradycja, w okolicach ósmego grudnia…pieńki drzewa (Tió de Nadal) pukają do drzwi i czeką na zaproszenie przyjęcia ich do domu. Od tego dnia, aż do Wigilii,  trzeba je nakryć ciepłym kocem i codziennie karmić suchym chlebem i owocami.
W końcu, 24 grudnia, pieniek się wypróżnia, zostawiając dzieciom prezenty w postaci słodyczy (większe prezenty przynoszą Trzej Królowie 6 stycznia!). Gdy już nie ma czym się wypróżniać, na podłogę ląduje cebula i czosnek (???). Prezenty jednak się nie pojawią, jeśli dzieci nie uderzą pieniek kijkiem i nie zaśpiewają mu tradycyjnej piosenki, w której proszą, by (w wolnym tłumaczeniu): „zrobił prezentową kupę”.
No i jak? Kto ma dziwniejsze zwyczaje? :)

Spodobał Ci się wpis? Podziel się!

Komentuj albo Wyślij RSS feed.

9 Responses to Boże Narodzenie w Hiszpanii

  1. kamila pisze:

    Świetna tradycja, właśnie się z nią zaznajamiam, ponieważ moje dziecko przyszło zafascynowane z lekcji hiszpańskiego i opowiadało o słodkim pieńku bitym kijem! A co do tego wyprożniania się, no cóż, u nas też mówi się, że „można się posrać ze szczęścia, nieprawdaż?

  2. AM pisze:

    @Aldona: strasznie kreatywni są ci Katalończycy, prawda?:)

  3. Aldona pisze:

    No nie mogę :) Nigdy wcześniej o tym nie słyszałam, a to ciekawostka! :)
    Katalończycy to mają fajowe tradycje :)

  4. AM pisze:

    @ kokieteria: taaak, kto wie, moze z dziecinstwa kiedy budowal w szkole szopki mu zostalo:)
    @ Patrycja: ja tez sie dawno tak nie usmialam piszac na blogu:-)Smacznego karpia, hahaha;)

  5. Anonymous pisze:

    A ja myślałam, że karp w wannie to najgorsza tradycja wigilijna. Zdecydowanie „kupkające” figurki biją na głowę wszystkich :D haha. Podziwiam oryginalność tego, kto to wymyślił :D Swoją drogą, nie chciałabym dostać prezentu wydalonego z drzewka :) haha :) Świetny artykuł! Już dawno się tak nie uśmiałam ;)
    Pozdrawiam, Patrycja.

  6. kokieteria pisze:

    To już teraz tak nie dziwni to zamiłowanie Dalego do ekskrementów:)

  7. AM pisze:

    @Alicja: a ja to chyba już wolę Leo Messiego w szopce niż trzy godziny w kolejce za karpiem:)No i jakoś nie moge sobie wyobrazić, że bym go potem w łeb musiała walnąć…a potem zjeść:/ Ech, te tradycje!

  8. Alicja pisze:

    To ja juz wole karpia w wannie! ;) )) Chociaz nadal nie moge wyjsc z podziwu dla ludzi stojacych tydzien temu w 3-godzinnej na oko kolejce po karpia w Realu…

Dodaj komentarz