Jedna z najpiękniejszych gotyckich katedr Hiszpanii znajduje się w Santiago de Compostela, stolicy Galicji. Źródło flickr (cc) – bernavazqueze
Gdzie- poza Szkocją i Irlandią- można w Europie posłuchać dźwięków dudy? Gdzie znajduje się najpiękniejsza plaża świata? Dokąd pojechać, by zjeść najsmaczniejszą gotowaną ośmiornicę? Wreszcie, o co poprosić mieszkańców San Andrés de Teixido, by zakochała się w nas dowolnie wybrana osoba? Zapraszam do przeczytania relacji z mojej wizyty w hiszpańskiej Galicji.
Pożegnanie ze słońcem
Słoneczna zazwyczaj Andaluzja żegna mnie strugami deszczu i upiornymi, ołowianymi chmurami. Pewnie z zazdrości. Na ponad dwa tygodnie postanowiłam ją opuścić, by poznać położoną na północno-zachodnim krańcu Półwyspu Iberyjskiego Galicję- jeden z najbardziej tajemniczych regionów Hiszpanii.
Galicja stawia na turystykę stosunkowo od niedawna.Oblana z dwóch stron wodami Atlantyku i Morza Kantabryjskiego ma do zaoferowania przyjezdnym setki plaż, urocze wioski rybackie, mroczne średniowieczne klasztory, celtyckie osady, najlepsze na Półwyspie owoce morza i jedno z najważniejszych miast chrześcijańskiego świata- Santiago de Compostela. Ale na tym niewielkim obszarze porównywalnym do Belgii, znajdziemy także winnice, w których produkuje się smaczne wino Albariño, gorące termy, doskonale utrzymane zabytki z czasów rzymskich i wciąż żywe legendy.Po prawie dwóch godzinach lotu, pilot informuje nas o rozpoczęciu lądowania w Santiago de Compostela. Czuję się jakoś nieswojo. Od średniowiecza, przybywają tu pieszo lub konno miliony pątników. Niektórzy pokonują pieszo nawet kilka tysięcy kilometrów, by zobaczyć grób jednego z dwunastu apostołów- św. Jakuba Większego. A ja, bez wysiłku- za bilet w promocji za osiem euro- jestem już na miejscu. Nim nasz Boeing dotknie kołami pasu startowego, postanawiam, że następnym razem i ja w ten sposób dotrę do Santiago. Może w przyszłym roku?

Przystanek: Rías Baixas

Pierwszym celem podróży jest południowo- zachodni fragment Galicji zwany Rías Baixas. Katedrę w Santiago i urnę ze szczątkami św. Jakuba Większego zobaczę więc dopiero za kilkanaście dni.

Rías Baixas to oprócz kilku ciekawych, stworzonych z kamienia miast i wiosek rybackich, także morskie wybrzeże o poszarpanej linii brzegowej, z niekończącymi się półwyspami, zatokami i wysepkami. Nic dziwnego, że latem, ściąga tutaj największa w regionie liczba turystów. Ale bez obaw, nie ma tłumów, jak na Costa del Sol, czy na Costa Brava. Nie ma też gigantycznych hoteli oszpecających wybrzeże. Jest za to raczej chłodna, ale czysta, krystaliczna woda i złociste plaże.

Jadąc samochodem w kierunku Vigo zdaję sobie po raz pierwszy sprawę, że tu, na północy, wszystko jest inne niż w Andaluzji. Zamiast gajów oliwnych i spalonych od słońca, czerwonych ziem, są porośnięte bujną roślinnością wzgórza, lasy sosnowe, drzewa eukaliptusowe i przenikliwy zapach wilgoci.

Nawet język jest już inny. Na ulicach częściej słychać gallego, regionalny język Galicji przypominający mieszankę hiszpańskiego i portugalskiego.

Po drodze w kierunku południowym, moje zaciekawienie wywołują ogromne platformy wypełniające przybrzeżny krajobraz Rías Baixas. Jak się później okaże, są to bateas, na których hodowane są mejillones (małże). Hiszpania jest drugim po Chinach producentem małż, a Galicja przoduje w hodowli w skali kraju. W jaki sposób hodowane są małże? Otóż rozwijają się one na kilkunastometrowych, nylonowych sznurach przyczepionych do dna platform. Zatoki riasowe są tak bogate w plankton, że małże rosną tu w iście ekspresowym tempie.

Rías Baixas to jednak nie tylko małże. To także bogata historia i wspaniałe zabytki. I wrota do…raju. Ale po kolei.

Tak wyglądają miejsca, gdzie hoduje się małże

Zwiedzając południowy- zachód docieram do miejscowości Baiona. Jak się okazuje, to nie tylko snobistyczny kurort, do którego zjeżdżają bogaci mieszkańcy Madrytu. W marcu 1493 roku, do brzegów miasta przypłynęła “Pinta”, jedna z karawel Kolumba dowodzona przez słynnego Martina Pinzón, ogłaszając oczekiwaną wiadomość o odkryciu Nowego Świata. W porcie można zwiedzić nawet replikę karaweli (identyczna znajduje się w andaluzyjskim Palos de la Frotera skąd Kolumb rozpoczął wyprawę) i zrobić sobie zdjęcie przy piętnastowiecznej studni, z której wodę czerpali żeglarze Kolumba.

Wyspy Cies posiadają jedne z najładniejszych plaż Hiszpanii. Źródło fot. flickr (cc) – Senderismo Sermar

Rías Baixas opuszczam z niedosytem. Stojąc na nadbrzeżu w portowym Vigo, widziałam w oddali Wyspy Cíes, ale nie mogłam się do nich dostać. Był listopad, grubo po sezonie. Jesienią nie kursuje już żaden turystyczny statek na wyspy. A szkoda! Tak bardzo chciałam zobaczyć rajskie plaże Cíes. Dlaczego “rajskie”?- spytacie. Otóż kilka lat temu, brytyjski „The Guardian” opublikował ranking (swoją drogą dość subiektywny) najlepszych plaż świata, uznając te z Wysp Cíes za najwspanialsze, nie ustępujące nawet karaibskim. Nie ma się co dziwić, że specjaliści od marketingu turystycznego Hiszpanii tak bardzo lubią nawiązywać do tego rankingu. No cóż, nie będzie mi jednak dane skonfrontować tej popularnej opinii z rzeczywistością. Żegnaj, raju!

Przystanek: Ourense

Jak głosi historia, Rzymianie przybyli do Ourense w I w. p.n.e. ze względu na gorące źródła i w poszukiwaniu złota płynącego w rzece Miño. Współcześnie po złocie nie pozostało już śladu, lecz termy nadal są jedną z największych atrakcji miasta.

W Galicji obowiązkowo należy spróbować dania z gotowanej ośmiownicy. Źródło fot. flickr (cc) – Daquella manera

W okolicach Ourense nie chciałam przegapić wizyty w miejscowości O Carballiño, zwanej przez niektórych…“europejską stolicą ośmiornic”. Podobno to właśnie w O Carballiño te głowonogi są najsmaczniejsze. Co ciekawe, miejscowi przedsiębiorcy zebrali swego czasu fundusze (ponad 30 tys. euro!), by odkupić od niemieckiego ZOO ośmiornicę Paula, który tajemniczo przewidział zwycięstwo Hiszpanii na Mundialu. Ostatecznie pulpo Paul, uznany przez ratusz O Carballiño za „oficjalnego przyjaciela miasta” nie dożył przeprowadzki na Półwysep Iberyjski.

Przystanek: Lugo

Jeśli jesteś na diecie, nie jedź do Lugo. Nie wiem czy jest w Europie lepsze miejsce, by przytyć niewielkim kosztem i doprowadzić kubki smakowe do prawdziwego, kulinarnego szczęścia.

Lugo, to oprócz pięknej katedry wzorowanej na tej w Santiago de Compostela i murów obronnych z czasów rzymskich (z tego okresu jedyne na świecie zachowane w całości!) zapamiętam właśnie jako miasto pysznych, darmowych przekąsek. I najlepszych ośmiornic po galicyjsku, jakie kiedykolwiek jadłam.

W Lugo można pospacerować się rzymskiemi murami

Mocno zgłodniała po kilkugodzinnej jeździe samochodem, zaglądam do pierwszej napotkanej po drodze pulperii (pulperías są to bary specjalizujące się w daniach z ośmiornicy). Na wprost mojego stolika znajduje się coś w rodzaju aneksu kuchennego. Tam, natomiast, znajdowały się na ogniu ogromne, miedziane garnki. Pomiędzy nimi uwijała się pani w średnim wieku, żonglując galaretowatymi ośmiornicami. Po kilku stuknięciach drewnianym młoteczkiem w macki (stary, sprawdzony sposób, by rozluźnić włókna nerwowe głowonoga), ośmiornice lądują w garnkach. Chwilę później, także i u mnie na talerzu.

W ciągu zaledwie kilku minut sympatyczna kelnerka częstuje mnie jeszcze małżami, kanapką z kalmarów i po raz kolejny, ośmiornicą. Jakie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że muszę zapłacić tylko za napój. Przekąski były gratis, co okazało się typowym zwyczajem w większości barów w Lugo. Do tej pory zastanawiam się, jak w taki sposób bary w Lugo mogą być rentowne…

Przystanek: Rías Altas

Północne wybrzeże Galicji zaskoczyło mnie różnorodnością. Zobaczyłam tu fantastyczne formacje skalne na Playa de los Catedrales, pełne legend i przesądów, górskie  sanktuarium San Andres de Teixido oraz nowoczesną miejscowość A Coruña.

Wspomniana Playa de las Catedrales (po polsku, „plaża katedr”), swoją nazwę zawdzięcz fantazyjnym formacjom skalnym powstałym na skutek działania wody i silnych wiatrów. W niektórych miejscach, kilkudziesięciometrowe łuki skalne przypominają gotyckie katedry.

Widok na Plażę Katedr w trakcie rozpoczynającego się odpływu

Każdego dnia zaglądają tu setki turystów. Niektórzy jednak odjeżdżają rozczarowani. Wszystko dlatego, że prawdziwe piękno tego miejsca można zobaczyć tylko w czasie odpływu. Kto nie sprawdzi wcześniej godzin przypływów i odpływów może poddać w wątpliwość popularne stwierdzenie, że jest to jedna z najbardziej niesamowitych plaż Galicji.

Dopiero podczas odpływu można zejść na plażę, przejść się wzdłuż urwistych klifów i zajrzeć do tajemniczych morskich jaskiń. Można wtedy stąpać po jeszcze mokrych kamieniach, oblepionych małżami.

San Andrés de Teixido to jedno z najbardziej tajemniczych miejsc w Galicji. Jest to całkiem niepozorna wioska licząca 49 mieszkańców, gdzie religia i przesądy mieszają się ze sobą niemal bez przerwy. Jak mówi ludowe przysłowie: A san Andrés de Teixido, vais de morto o que non foi de vivo (kto nie pójdzie do San Andrés za życia, będzie musiał to zrobić po śmierci). Jak głosi legenda, św. Andrzej pozazdrościł św. Jakubowi Apostołowi pielgrzymów przybywających go odwiedzić w Santiago de Compostela. Pewnego dnia, nawiedził go Jezus wraz ze św. Piotrem, obiecując, że od tej pory i on będzie odwiedzany przez pątników. Ten, kto nie zdąży tego zrobić za życia, zrobi to po śmierci.

San Andrés de Teixido odwiedza wielu pielgrzymów, głównie z Galicji

To dlatego wierzy się, że po drodze do wioski należy uważać, by nie nadepnąć na żadne zwierzę, bo w płazach mogą znajdować się dusze zmarłych przodków, którzy nie dotarli na miejsce za życia. W San Andrés można też kupić od miejscowych sprzedawców hierba de namorar, „zioło miłości”, które podobno pozwala rozkochać w sobie dowolnie wybraną osobę.

A Coruña, znana w Polsce głównie dzięki piłkarskiemu klubowi Deportivo, to jedno z najlepszych miejsc, gdzie można spróbować galicyjskich owoców morza. Choć wielu twierdzi, że najlepsze, wyselekcjonowane ryby i owoce morza transportowane są od razu do luksusowych restauracji w Madrycie, to jednak kraby, kalmary, langusty i pąkle które tam spróbowałam należały do najsmaczniejszych, jakie dotychczas jadłam.

Pomnik Herkulesa i najstarsza czynna latarnia morska w A Corunii

Samo miasto jest raczej niedoceniane przez turystów. I faktycznie, nie zachwyca może tak, jak Santiago de Compostela, ale warto jest wspiąć się chociaż na szczyt Torre de Hércules, najstarszej w Europie, wciąż funkcjonującej latarni morskiej.

Przystanek: Santiago de Compostela

Cel milionów pielgrzymów z całego świata. Miejsce, gdzie znajduje się jedna z najpiękniejszych katedr Hiszpanii kryjąca relikwie apostoła Jakuba.

Symbol pielgrzymów udających się do Santiago de Compostela

Cała Galicja usiana jest znakami, wachlarzowymi muszlami św. Jakuba, mającymi pomóc pątnikom w dotarciu do celu. Plac Obradoiro, przy którym znajduje się katedra z jej barokową, porośniętą mchem katedrą, pełen jest pielgrzymów ze wszystkich zakątków świata. Euforia, łzy, wyczerpanie, radość. W tym miejscu te wszystkie emocje przeplatają się ze sobą nieustannie. Cel został osiągnięty.

Kiedy wchodzę na Plaza Obradoiro, w tle słychać dźwięk dudy (błędnie nazywanej potocznie kobzą). To młody chłopak, który dorabia sobie do studenckiego stypendium. Grane przez niego melodie, tradycyjne galicyjskie pieśni, kojarzą się raczej z filmem o szkockim bohaterze „Braveheart” niż z gorącym, andaluzyjskim flamenco, co, po raz kolejny uświadamia mi, jak bogata i różnorodna jest Hiszpania.

Widok na główną fasadę katedry w Santiago de Compostela

Tu, na północy, nie ma rozmów o korridzie, nie ma w radiu dźwięków flamenco i prażącego słońca Andaluzji. Jest za to soczysta zieleń, wzgórza porośnięte lasami, bogata historia sięgająca czasów celtyckich oraz trzecie po Jerozolimie i Rzymie najważniejsze miejsce pielgrzymkowe chrześcijan.

Spodobał Ci się wpis? Podziel się!

Komentuj albo Wyślij RSS feed.

8 Responses to Galicja w pigułce

  1. AM pisze:

    @Aldona: chyba zaraz sobie wydrukuję Twój komentarz i powieszę nad biurkiem:) Dzięki!
    Galicja jest BARDZO ciekawa, ale co racja, to racja, w Andaluzji fajniej:-)

  2. Aldona pisze:

    Hmm..aż sobie jutro to znowu całe przeczytam, by lepiej przyswoić wiedzę.
    Ciekawe informacje! Z powodzeniem możesz Aniu pisać niebanalne przewodniki.
    Rzeczywiście, z tego, co piszesz, bardzo nietypowy to region, ale zachęca by odwiedzić także… nie aż tak, jak ANDALUZJA, ale też.. :) ))

  3. AM pisze:

    @Marta: dziękuję!:)
    Tak, myślę że ostatecznie wszystko jest kwestią gustu…i z przyjemnością spróbuję Fregaty:)

  4. Anonymous pisze:

    Slicznie i ciekawie napisane , masz talent naprawde !!!! A wracajac do wina , u nas jest biala Fregata i nalezy do najtanszych win a przy tym jest wysmienite naprawde .Wiec nie zawsze cena swiadczy o tym ,ze wino moze wszystkim smakowac tak ogolnie jak Fragata wlasnie .Marta

  5. AM pisze:

    @Julita: :-)
    Dziekuje i zapraszam do kolejnych wpisow, poki co jeszcze mam pare pomyslow na ciekawe tematy:)))

  6. Anonymous pisze:

    O rany, kobieto, ale Ty masz talent pisarski, bardzo lubię Cię czytać!
    Julita

  7. AM pisze:

    @kokieteria: dziękuję za komentarz; nadal będę się upierać, że Albariño jest wyśmienite:) nie jest z najwyższej półki, ale przymiotnik ten użyłam raczej do określenia wrażenia jakie na mnie zrobiło,niż pochodzenia i ceny:)Ot, takie subiektywne spojrzenie:)
    Pozdrawiam!:)

  8. kokieteria pisze:

    Ładne zdjęcia z intensywnymi kolorami, które jeszcze podkreślają żywą zieleń Galicji. Ale wino nazywa się Albariño i chociaż jest dość przyjemne w smaku, raczej do wyśmienitych nie należy – bardziej do najtańszych:)

Dodaj komentarz