„Przygotuj mi stateczki” – powiedział  w barze pan z nażelowanymi włosami do żony. Choć taką prośbę słyszałam nie raz, tym razem od razu pomyślałam: „to musi iść na bloga”. „Przygotować stateczki” to iście kulinarna prośba. Zaczyna się od dania wypełnionego gorącą oliwą z oliwy i czosnkiem.  Co zrobić, gdy zniknie ostatnia krewetka, a pozostanie tylko oliwa i chleb (obiad bez chleba to nie obiad – powiedziałby pewnie niejeden Andaluzyjczyk)? Wiadomo – podtopić chlebek, aż smakowicie nasączy się oliwą. Po „andaluzyjsku” to jest właśnie przygotowywanie stateczków.
A oto i moje czosnkowe stateczki zrobione krok po kroku:

Tutaj: kałamarki i krewetki w oliwie pełnej czosnku, oliwy i pietruszki
Po zjedzeniu krewetek i kałamarów, rozrzucamy bezładnie kawałki chleba

 No i mamy gotowy czosnkowy stateczek!

Smacznego:)

źródło fot. 1

Spodobał Ci się wpis? Podziel się!

Komentuj albo Wyślij RSS feed.

5 Responses to Czosnkowe stateczki

  1. Ania pisze:

    @Anna: kiedyś, dawno temu, we Włoszech nauczyłam się zaczynać posiłek od maczania bagietki w oliwie ze świeżymi przyprawami. Uwielbiam ten smak! Najgorsze jest to, że niekiedy tak się tym najem, że nie mam potem ochoty na obiad:)
    Pozostając w kręgu śródziemnomorskim, choć już nie w „maczaniu” chlebka, bardzo lubię portugalski zwyczaj podawania do obiadu chleba, masła i pasztecików. W Hiszpanii raczej nie ma co liczyć na dodatki do chleba!

    A jeśli chodzi o pil pil i al ajillo, poszperałam troszkę w Internecie i wyszło, że to właściwie to samo, ale w Sewilli raczej nazwą to danie gambas al ajillo, a w Maladze al pil pil. Będę jeszcze musiała trochę podociekać:)

    pozdrawiam serdecznie i dziękuję, za jak zawsze interesujący komentarz!

  2. Anna pisze:

    :-) Wygląda na zdjęciach smakowicie :-) Uwielbiam maczać bagietkę w tym, co zostaje z gambas al ajillo o pil pil. Właściwie Pani Aniu, czy mogłaby Pani powiedzieć mi, jaka jest różnica między pil pil a al ajillo? Byłam w Andaluzji tylko raz (dotychczas) i nie wiem jaka jest różnica. A to dlatego, że pewnie przebywałam w miejscowościach turystycznych i tam używane w menu nazwy zwykle były „pil pil”.

    pozdrawiam Ania

  3. Ania pisze:

    @magdah: prawda, że smakowite są takie historie? :)
    Tak, tak: statek to barco, chociaż Hiszpanie nazywają to danie „stateczki”, więc wychodzi z tego „barquitos”. Uwielbiam!

    @Greatdee: szkoda, że zdjęcia nie pachną, bo jeszcze bardziej, by ślinka pociekła. Cudny zapach mieszanki owoców morza i czosnku, ech…

  4. Greatdee pisze:

    Haha, nie słyszałam o tym ;)
    Ale obiadek wygląda bardzo smakowicie, aż mi ślinka cieknie chociaż jestem po śniadaniu właśnie ;)

  5. magdah pisze:

    Popatrz jak to jest, że człowiek uczy sie całe życie. Ja też, okazuje sie robiłam stateczki ( bardzo mi się podoba ta nazwa – jak to będzie po hiszpańsku ? – mały wyskok do tłumacza google i wychodzi – barcos?) Są pyszne i do tego właśnie wykorzystać należy chlebek , który dostajemy przy każdym posiłku…
    Dzięki za tę historię , bo uwielbiam takowe…
    pozdrowienia
    Magda

Dodaj komentarz