Kuchnia Gran Canaria

Tinto de verano, czyli czerwone wino zmieszane z cytrynową, bądź pomarańczową Fantą

Czasami się zastanawiam, czy nie mam małej obsesji na punkcie jedzenia. Przynajmniej w podróży. Bo jak wytłumaczyć fakt, że zamiast zwiedzać zabytki wolę przesiadywać godzinami w małych knajpkach i degustować lokalne potrawy? Dlaczego zawsze gdy planuję wyjazd, jedną z pierwszych myśli jest „czy tam można dobrze zjeść?” Nie znam przyjemniejszego sposobu na poznawanie nowych zakątków niż…wtapiając zęby w przygotowany w tradycyjny sposób soczysty kawałek mięsa/ świeżo złowioną rybę/jeszcze ciepły kawałek ciasta.

Uwielbiam przyglądać się miejscowym podczas posiłków. Interesuje mnie zarówno ich zachowanie przy stole, jak i to, co jedzą. Nim złożę zamówienie, dyskretnie zaglądam więc im w talerze i dopiero potem składam zamówienie. W końcu oni wiedzą najlepiej, czego warto spróbować. Poza tym jestem osobą, która nim weźmie pierwszy kęs do ust je wcześniej „oczami”. Nie muszę wiedzieć co jem, o ile potrawa wygląda apetycznie.

Smak Wysp Kanaryjskich

Po tym nieco przydługawym wstępie część z Was już się pewnie domyśla, na co tak bardzo czekałam lecąc na Gran Canarię. Oczywiście… na ¨pomarszczone ziemniaki¨ (hiszp. papas arrugadas)! Jest to tradycyjny przysmak Wysp Kanaryjskich. Tak jak pizza we Włoszech, czy gulasz na Węgrzech. Danie zawdzięcza swoją nazwę temu, że po ugotowaniu w mocno solonej wodzie, skórka ziemniaków faktycznie wygląda na pomarszczoną.

Wyspy Kanaryjskie

Ziemniaczki w pikantnym sosie…czyli smak Wysp Kanaryjskich

Moje kubki smakowe nie mogły się wprost doczekać maleńkich i lekko słodkawych kanaryjskich ziemniaczków polanych jednym z dwóch tradycyjnych sosów. Papas arrugadas podawane są najczęściej z czerwonym, pikantnym od papryki sosem „mojo picón” lub łagodnym ziołowo- czosnkowym „mojo verde”. Ziemniaczki podawane są w każdej knajpce, nie zdziwiłabym się nawet gdyby sprzedawano je również w kanaryjskich McDonald’s.

Kuchnia na Gran Canarii

Tutaj zjadłam mój pierwszy obiad na Gran Canarii. Było smacznie i przyjemnie!

Zaraz po przylocie do Las Palmas de Gran Canaria udaliśmy się w kierunku najsłynniejszej plaży o nazwie Las Canteras. Jak na początek marca było przyjemnie ciepło i słonecznie, choć od oceanu powiewała delikatna bryza. W powietrzu unosił się przyjemny morski zapach zmieszany z pichcącymi się w pobliskich restauracjach i tawernach przysmakami.

Plaża Las Canteras

Tutaj zaczęłam weekendowy wypad na Gran Canarię. Pora coś zjeść!

Wybraliśmy niewielką knajpkę z obszernym tarasem skąd rozpościerał się widok na plażę, ocean i majaczący w oddali szczyt wulkanu El Teide. Na przystawkę zamówiliśmy ziemniaki w pikantnym sosie. Były idealne!

Na drugie danie postanowiłam jednak spróbować innej kanaryjskiej specjalności – ryby „Vieja”, co oznacza „Stara”. Nie mam pojęcia skąd wzięła się ta nazwa. Tym bardziej, że białe i pulchne mięsko ryby było tak smaczne i z taką lekkością rozpływało się w ustach, że nie miałam wątpliwości, że pochodziło z porannych połowów.

Vieja Wyspy Kanaryjskie

Pieczona „Vieja” to kolejny przysmak Wysp Kanaryjskich

Choć czułam, że nie jestem w stanie zjeść już za wiele, postanowiłam spróbować również dość dziwnie brzmiące danie zwane gofio. No cóż, wyglądem nie zachęcało do dalszego ucztowania. W glinianej miseczce znajdowała się bowiem gęsta brązowała papka pachnąca zbożem. Jako zagryzkę podano kawałki czerwonej…cebuli.

Pomyślałam jednak, że skoro mieszkańcy „Kanarów” zajadają się gofio od stuleci, to zapewne smakuje lepiej niż wygląda. Tak też było, choć nie wiem czy skusiłabym się na powtórkę. Gofio to nic innego, jak zmieszana z wodą mączka z prażonych zbóż, głównie kukurydzy. Strasznie sycące danie!

Prawdziwą bombą kaloryczną okazał się jednak deser. Kelnerka poleciła uroczo brzmiący bienmesabe (dosłownie: „dobrzemismakuje”)

Bienmesabe, czyli deser z Wysp Kanaryjskich

Bienmesabe, czyli deser z Wysp Kanaryjskich

Wraz z każdym kęsem miałam wrażenie, jakby przybywało mi po kilogramie. Nic w tym dziwnego, skoro deser ten składa się przede wszystkim z migdałów, cukru i jajek. Miałam wrażenie, że moja porcja musu zawierała też miód, ale mogę się mylić. Tradycyjny przepis go nie zawiera.

A po obiedzie…sjesta!

Plaża Las Canteras

Plaża Las Canteras

Nie mam w zwyczaju ucinać sobie poobiedniej drzemki, ale…w końcu byłam na wakacjach i pochłonęłam niewyobrażalną jak na mnie ilość jedzenia.

Sjesta na plaży Las Palomas na Gran Canarii

Sjesta na plaży Las Palomas na Gran Canarii

Usadowliśmy się tuż obok…katedry św. Anny. Wykonanej z piasku oczywiście. Sam zabytek mieliśmy w planie zwiedzić dopiero następnego dnia.

Katedra św. Anny w Las Palmas de Gran Canaria

Katedra św. Anny wykonana z piasku

Tak…przyszła pora zebrać siły na wieczór i…zastanowić się nad tym, gdzie pójść na kolację.

Spodobał Ci się wpis? Podziel się!

Komentuj albo Wyślij RSS feed.
Tagged with →  

39 Responses to Apetyt na Gran Canarię

  1. ruda pisze:

    Aniu
    czytam Ciebie i myślę,że to ja napisałam. Zabytki…. no owszem, …też..ale jedzonka….mniam.
    Lecę na Gran Canaria 25 kwietnia i z ogromną przyjemnością czytałam Twój wpis

  2. Stefcio pisze:

    Po takich przysmakach i zwiedzaniu tylu pięknych miejsc sjesta na pewno była udana:) Parę lat temu też tam byłem i bez wątpienia jeszcze muszę tam wrócić, bo naprawdę cudowne miejsce!

  3. Bretonissime pisze:

    Doskonale Cię rozumiem- dla mnie też jedzenie to bardzo ważna część podróży, poznawania lokalnej kultury i jedna z najprostszych a zarazem największych przyjemności :)

  4. Nika pisze:

    Jedzenie to ważna część podróży. Przez lokalne przysmaki można lepiej poznać otoczenie, zwyczaje i tradycje odwiedzanego miejsca.
    Ta rybka na zdjęciu wygląd smakowicie. Aż ślinka leci.
    Katedra z piasku jest imponująca. Jestem ciekawa, kto ją zbudował. Musiał się napracować.

    Pozdrawiam

    • Zgadzam się w 100%, dlatego często się dziwię niektórym moim znajomym, że w nowych miejscach pędzą na hamburgera do McDonald’s :) Wiem, że czasem inaczej się nie da (kwestia budżetu, czasu etc), ale chodzi mi o decyzję z wyboru, „bo nie mam ochoty próbować”…Jej!

      Co do katedry z piasku, to zauważyłam że przez cały dzień siedział przy niej pan i pilnował, zbierając przy okazji pieniążki. W ogóle na plaży było sporo tego typu „rzeźb”, ale ta właśnie wydała mi się najpiękniejsza! Pozdrawiam!

      • Nika pisze:

        Hamburger może być w najgorszym wypadku, ale jeśli jest okazja, koniecznie trzeba spróbować czegoś lokalnego. Chociażby jakiegoś ciastka.

        Kiedyś w Jelitkowie, bodajże, też były takie piaskowe rzeźby. Ale kiedy tam dotarłam nie były już w tak dobrym stanie, jak ta na zdjęciu. Niesamowite, że ludzie potrafią stworzyć takie rzeczy. Ja to nawet głupiego zamku nie potrafię zbudować na plaży :D

        • Plastikowych nie widziałam, ciekawe jak one wyglądają :) Kiedyś w południowej Portugalii widziałam z pół plaży udekorowanej takimi rzeźbami…Zastanawiam się tylko jak zadbać o tak wielką przestrzeń, zniszczyć je tak łatwo! :) No cóż, mi zamek też nigdy nie wychodził. Co najwyżej babka…tak po prostu z wiaderka :)

  5. Ale smakowitości! Aniu jedz na zdrówko bez wyrzutów sumienia! Carpe diem.

  6. Marta pisze:

    Jak wiesz mam podobnie do Ciebie z tym smakowaniem jedzenia w podróży :) Zawsze kombinuję, jak, gdzie i czego najlepiej spróbować, robię przed wyjazdem listę lokalnych dań i polecanych restauracji itp.
    „Pomarszczone ziemniaczki” z sosami jadłam na wyspie Fuerteventura – pyszności! Ostatnio też w domu robiłam „mojo picón” i „mojo verde” – świetnie smakują także z serami i świeżym pieczywem. Będzie o tym wkrótce wpis na moim blogu i wspomnienia z Fuerte :)
    Pamiętam, że pyszne też były lody o smaku gofio.
    Oglądając Twoje zdjęcia nabrałam ochoty na powrót na „Kanary”!

    • W takim bądź razie wstrzymam się narazie z przygotowaniem w domu kanaryjskich dan i poczekam na Twój wpis z Fuerty i pewnie kilka smakowitych przepisów :)

      O lodach o smaku gofio gdzieś czytałam, ale nie wiem, hmm, to tak jakby zjeść lody o smaku paluszków słonych, nie? :) Żałuję, że nie spróbowałam!

      Pozdrawiam ciepło!

  7. Avelina pisze:

    Dobrze jest skosztować lokalnych przysmaków,
    Piękne są wyspy Kanaryjskie, chciałabym tam jeszcze kiedyś wrócić.

  8. Jolka pisze:

    haaa, a pamietasz, jak w zeszlym roku mnie instruowalas, czego sprobowac na GC? no i sprobowalam. Jedilismy bardzo smacznie, w bardzo przystepnej cenie w knajpce przy plazy w Puerto de Mogan. Bylo pysznie! W tym roku zajadalismy sie „papaskami” w towarzystwie swiezej rybki w Morro Jable. A teraz juz sie nie moge doczekac na frituras Malaguena ;)
    startujemy w piatek- Malago, przybywam! mocno steskniona :D

    • Jolka!!!! czeeeekaj! to Wy będziecie w Andaluzji? A macie w planie Sewillę? No bo ja Was przecież na jakieś żarełko tu u mnie bym zabrała!:) Ha, faktycznie nie raz pisałyśmy sobie o tym co jeść na GC…fajne wspomnienia…to już rok!!!

      • Jolka pisze:

        ano, bedziemy :D
        Sevilla w planach jest ofkors, wiec dam znac. bylo by milo :)

        • Super! Ja do czwartku 27 czerwca jestem w Sewilli, potem na kilka dni wyjeżdżam poza Hiszpanię. Mam nadzieję, że zdążymy się spotkać! Pisz proszę na priv pisanewsewilli(at)pisanewsewilli.com

          Do zobaczenia!

  9. duende pisze:

    Ania cudowna relacja znów…te okulary oj jak mi się zatęskniło za wakacjami …takimi ze sjestą i dobrym lokalnym żarciem:) ja będę w tym roku degustować chorwackie jedzenie na Pagu:)

    • Dziękuję Ci bardzo! Całe szczęście, że jest Ryanair (wiem, wiem, mało kto ich lubi!), bo za kilkanaście euro nawet w zwykły weekend mogę poczuć się jak na wakacjach :) Z przyjemnością będę wracać na Kanary:)

      Zazdroszczę Ci bardzo Chorwacji! Ja byłam w Dalmacji bodaj w 2000 r…Stare dzieje…Piękne wspomnienia, ale pora je już odkurzyć! Póki co będę czekać na relację u Ciebie:) Baw się dobrze!

  10. Bartek pisze:

    Obsesja? NIE! wielu tak ma ze jak gdzieś jest to do zwiedzania włączają degustacje tubylczych potraw. Dzieki temu w Portugalii jadłem ośmiornicę a na Malcie królika w winie.

  11. Mo. pisze:

    Obsesja? W żadnym wypadku. To się nazywa pasja:). Zawsze podziwiam tych, którzy wracają z urlopu lżejsi o kilka kg. Dla mnie to abstrakcja:)

    • Dla mnie również! Chyba jeszcze nigdy nie wróciłam z żadnej podróży lżejsza:) Jak łatwo przytyć, a jak trudno to później spalić…, ech! Ale co tam, raz się żyje :)

  12. Asia B pisze:

    Nie wiem czy to obsesja :) Też lubię smakować lokalnej kuchni :) Bardzo zasmakowała mi kuchnia turecka i jest mi przykro, że w Polsce jest ona ograniczona jedynie do kebaba :) Najbardziej nie mogłam zrozumieć, przysłuchując się rozmową rodaków, że komuś w Turcji brakuje np. schabowego… Rozumiem, że można lubić, uwielbiać polską kuchnię, ale dla mnie każda kuchnia ma swoje miejsce, jeżeli gdzieś jadę to próbuję dań charakterystycznych dla danego miejsca.. Schabowego mogę mieć „na wciąż”..
    Pozdrawiam!

    • Ech, wiem, wiem…też słyszałam takie komentarze i aż mnie zatykało z wrażenia…Co prawda sama teraz tęsknię za schabowym, no ale to inna sytuacja :) Nie wyobrażam sobie podróży bez odkrywania nowych smaków! Pozdrawiam ciepło!

      • Asia B pisze:

        Tylko Ty w tej chwili przyjeżdżasz tu na „wakacje” więc i schabowy się należy ;) haha :) Ja również pozdrawiam ciepło! Bo u nas w końcu fala upałów :D czekajcie a będzie Wam dane ;) doczekałam!

        • Śmiesznie, nigdy wcześniej nie przypuszczałam, że będę tęsknić aż tak bardzo za bigosem i schabowym :) No ale jest jak piszesz, w Polsce jestem już tylko na wakacjach…

          A u nas fala upałów póki co odpłynęła, ale bardzo się z tego cieszę;) W ciągu dnia jest ok. 30C i lepiej niech już tak zostanie :)

  13. peregrino pisze:

    fantastyczne zdjęce z okularami :^) .. świtenie się czyta Twoją notkę .. ale pyszności ..na prawdę ‚ bienmesabe’ wyspy :^) … może kiedyś będę miał okazję tam zawitać .. no pomimo, że rzeczy wydają się z nazwy jakieś takie ‚viejos’ czy ‚arrugados’ ;^)) .. to na pewno tylko tak z pozoru :^))

    pozdrawiam bardzo ciepło .. i wyglądam już Lizbony Twoimi oczami :^))

    • Dziękuję bardzo i obiecuję już niedługo kilka wpisów z Lizbony…zakochałam się w tym mieście!!! :)

      • peregrino pisze:

        o to jest nas conajmniej dwoje zakochanych :^)) w Lizbonie
        wspaniale będę wyglądał i u Ciebie i obrazy i słowo bardzo piękne

        • Wiesz, przeszło mi nawet przez myśl, że chciałabym kiedyś mieszkać w Lizbonie…do tego stopnia urzekło mnie to miasto. Póki co jednak mój portugalski jest dość słaby, ale…kto wie? Pozdrawiam bardzo ciepło!

  14. Ajka pisze:

    Uwielbiam mojo verde! jeden słoik przeleciał do mnie niedawno z GC! :)

Dodaj komentarz